środa, 8 maja 2013

Rozdział 31

Siema! Tu Lex. No to jest nowy rozdział, mam nadzieję, że się spodoba. Ten jest trochę dłuższy od poprzednich i sporo się w nim dzieje, ale sami zobaczycie :) Do tej pory w głowie mam jeden komentarz przy którymś rozdziale właśnie o takiej sytuacji, a więc proszę :D Myślałam ostatnio nad zrobieniem filmiku dla was, ale jeszcze zobaczę, wy napiszcie czy chcielibyście żebym nagrała coś w stylu Vloga. Miłego czytania oczywiście życzę, a jak będą jakieś błędy to przepraszam. 
CZYTASZ=KOMENTUJ! jest to szacunek dla nas i motywacja, jeśli piszecie swoje zdanie i w ogóle, więc zachęcam. 
Mój Ask.fm ----> http://ask.fm/verosiema
A tu Lizzy. ----> http://ask.fm/LizzyKolbricht
Możecie nam zadawać pytania w komentarzach. Głównym bohaterkom jak i innym. 
Jeszcze raz miłego czytania i mam nadzieję, że się spodoba. Jak już skończysz to skomentuj <3 
~ Lexi 




Oczami Lexi


Leżałam na łóżku jak sparaliżowana. Byłam obolała i słaba. W jednej chwili ja, moje ciało, umysł i wszystko się zmieniło, przez tą jedną cholerną wiadomość..Jak to możliwe? To znaczy, wiem jak się dzieci robi, ale się zabezpieczaliśmy, to...Boże..co ja powiem rodzicom? Tak się boję.. Wszystko się wali, od śmierci Holly.. po prostu nic się nie układa. Fakt, przeprowadziliśmy się razem z Harrym, ale nie dane nam było się tym nacieszyć, to wszystko dzieje się tak szybko..Za chwilę matura, a ja? Ja będę z bachorem w brzuchu. KURWA! To nie możliwe!
Moje przemyślenia przerwała Lizzy która wparowała do sali z zapełnionymi rękami. Przywiozła mi zapas jedzenia i wszystko czego potrzebowałam. To na prawdę..miłe. Nie spodziewałam się i jestem miło zaskoczona. Zaraz po niej wszedł Liam z resztą, bo chłopcy wcześniej stali i rozmawiali na korytarzu. Co do Harrego..Cóż, kiedy lekarz powiedział, że "dziecku na szczęście nic nie jest", a Harry przerażony wypowiedział słowo "dziecku", myślałam, że nasz świat się zawala. Widziałam to w jego oczach. Wszystko się zjebało, miało być tak dobrze, tak miło. Wszystko zaczynaliśmy od nowa, jako para, prawdziwa z prawdziwego zdarzenia, ale nie było nam to dane.
Po pewnym czasie wszyscy oprócz Harrego pojechali, nawet Zayn który przez cały czas jak tu był wpatrywał się we mnie z niedowierzaniem. Ale dziwicie mu się? bo ja nie.. A wiecie czego najgorzej się boje? Jak ja to powiem rodzicom? To było najgorsze..
- Jak się czujesz? - spytał Styles.
- Przestań Harry.. - odwróciłam głowę w drugą stronę.
Na szczęście nikt nie musiał nas słuchać, bo sale były jednoosobowe.
- O co Ci chodzi? - warknął.
- Po prostu się boje rozumiesz? - z podniesionym głosem i łzami w oczach ponownie odwróciłam się w jego stronę.
- A myślisz, że ja nie? Boję się jak cholera.
- Nie damy rady Harry..M..może zastanowimy się nad aborcją..?
- C-co?! Czy ty siebie kurwa słyszysz? Chcesz zabić nasze dziecko? -miał podniesiony głos.
- To nie jest dziecko! - prawie krzyknęłam. - To jest cholerny embrion który będzie we mnie kurwa rósł!
- Czy ty kuźwa siebie słyszysz co ty pierdolisz? - powiedział przez zęby patrząc na mnie.
- Jak my mamy mieć dziecko skoro sami nimi jesteśmy jeszcze?
- Nie jesteśmy już dziećmi Lexi.. Wyprowadziliśmy się, mieliśmy plany - wymieniał.
- I wszystko się zjebało. - wtrąciłam.
- Też się boję rozumiesz? Musimy powiedzieć o tym rodzicom, a najbardziej się obawiam reakcję moich.
- To nie ty będziesz przez 9 miesięcy nosił w sobie dziecko Harry, tylko ja! W dupie mam co powiedzą twoi rodzice, bo w każdej chwili możesz powiedzieć "pierdolę to" i od nas odejść jak 3/4 facetów. - zdenerwowałam się.
- I ty uważasz, że od ciebie odejdę? Na prawdę tak o mnie sądzisz? - zmarszczył brwi.
- Nie.. - rozpłakałam się. - Jak mogliśmy być tak głupi? Po prostu mam wrażenie, że nie damy rady, że zniszczymy temu dziecku życie, boję się.. - mówiłam szlochając na mój chłopak mocno mnie przytulił siadając na moim łóżku.
- Wiem skarbie... Nie wiem co mam zrobić, ale na pewno żadna skrobanka nie wchodzi w grę.
- Harry... - szepnęłam.
- Nie Lexi, wszystko tylko nie to, to jest chore. Jestem jaki jestem, ale w życiu nie zrobiłbym czegoś takiego tym bardziej naszemu dziecku..
- To nie jest dzi...- nie dokończyłam.
- To jest dziecko Lex, i to nasze.. - przerwał mi mówiąc to.
Już nic nie odpowiedziałam.. Położyłam głowę na dużej białej poduszce i patrzyłam jak kropelka po kropelce leci kroplówka. Styles usiadł przy oknie robiąc coś w telefonie, a ja powoli się uspokajałam. On miał rację.. Jak mogłam powiedzieć, że to nie jest dziecko? Rośnie we mnie nowe życie, mała fasolka którą sami stworzyliśmy, a ja chciałam ją po prostu zabić..ale, mimo wszystko.. tak strasznie się boję, że zniszczymy tej fasolce życie. A co jeśli.. - Nigdy nie myśl "a co jeśli" - rzuciła moja podświadomość. To wszystko dzieję się tak szybko.. W pewnym momencie poczułam jak burczy mi w brzuchu, ale nawet nie chciałam spojrzeć na stolik na którym leżały wszystkie rzeczy, ponieważ Harry przy nim siedział. Jest zły, wiem o tym, ale co mogę zrobić? Ugh... Gdybym go przeprosiła...Ale za co ja mam go do cholery przepraszać? Nic mu nie zrobiłam. Fakt, gadałam głupoty, ale...Taa, jak zwykle jakieś "ale". Tak na prawdę nie mam nic na swoje usprawiedliwienie, chyba, że po prostu mogę skorzystać z tego, że się boję. Spojrzałam w jego stronę, a on siedział wpatrzony w telefon i coś na nim klikał. - Dawaj Lexi.. - mruknął jakiś głos w mojej głowie.
- Chyba fasolka jest trochę głodna. - rzuciłam spoglądając na niego z lekkim uśmiechem.
- Fasolka? - spojrzał na mnie i zaśmiał się.
- Tak, fasolka.. Ale nie tylko ona. - powiedziała, a Styles do mnie podszedł i pocałował w czoło.
- Fasolka jeszcze nie może być głodna kochanie.. - dodał z drwią.
- Wiem, chciałam jakoś rozluźnić atmosferę.
- I wyszło Ci to. - uśmiechnął się. - Dzwoniłem do twoich rodziców jakiś czas temu.. - westchnął przeczesując włosy. - I powiedzieli, że będą jak tylko skończą pracę czyl....
- Czyli będą za chwilę. - szepnęłam tym samym przerywając jego wypowiedź.
- Nie ma co owijać w bawełnę, mamy przejebane, ale musimy im powiedzieć, a jak wyjdziesz ze szpitala będzie czas na moich rodziców..
- Nie dobijaj mnie bardziej.. - przytknęłam rękę do czoła.
- Nie dobijam, po prostu mówię co nas czeka Lex.
Harry, Harry, Harry...jak ty dobrze udajesz. - unosił się głos w mojej głowie i wiecie co? Miał rację. Doskonale widziałam po nim, że tak na prawdę jest chyba bardziej przestraszony ode mnie. Jego mina mówiła "muszę być twardy i pokazać, że jest dobrze choć sam sobie z tym nie radzę". On jest tylko na pozór taki twardy i samo wystarczalny, a tak na prawdę.. słodki, kochający, bojący się chłopak. Taa chłopak, ale czy ojciec? Ale nie ma co tylko o nim, a ja? Szalona, wulgarna, wredna i wpieprzająca się co chwilę w kłopoty dziewczyna ,mam być teraz matką? Ha! A to dobre. "Cześć jestem Lexi Clarke mam 19 lat i jestem matką. Nie ważne, że wcześniej odwalałam co chwilę, ale teraz chce dać mojemu dziecku wszystko co najlepsze." Cholera, ale co ja mam mu dać skoro ja nic nie mam?!
- Cześć skarbie. - usłyszałam kobiecy głos i spojrzałam na drzwi w których stali moi rodzice.
- Cz-cześć.. - odparłam.
- Dzień dobry. - wstał Harry i podał rękę mojemu tacie, po czym z powrotem usiadł na swoje miejsce.
- W coś ty się znowu wpakowała Lex? - dopowiedział mama siadając z drugiej strony łóżka.
- Jeśli przyszliście mi prawić morały to lepiej wyjdźcie.. - warknęłam.
- Lexi.. - spojrzał na mnie Harry.
- Ogh...- westchnęłam. - Była mała bójka w klubie.
- Bójka? Lexi cholera jasna obiecałaś przestań odwalać. - rzucił tata.
- I wciąż dotrzymuję obietnicy, stanęłam w kogoś obronie.
- Kogo? - zdziwiła się mama.
- Lizzy, nowej koleżanki ze szkoły. - wtrącił Hazza.
- Dobra nie ważne.. - odetchnęła kobieta. - Jak się czujesz?
- Dobrze. - odpowiedziałam szybko.
- Nie kłam. - tata przewrócił oczami.
- Ja...- złapałam głęboko powietrze. - Jest źle..
- Coś cię boli? - wzdrygnęła się kobieta.
- Trochę twarz i brzuch.
- Widzę, że masz trochę rozciętą wargę, a brzuch w którym miejscu? - położyła na nim rękę.
- Mamo, zostaw. - rzuciłam szybko spychając jej rękę.
- Co Ci jest Lexi? - zmarszczyła brwi, bacznie mi się przyglądając.
- Musimy państwu o czymś powiedzieć. - powiedział momentalnie Harry, a wszystkie oczy skierowały się w jego stronę.
- Dzień dobry, mam nadzieję, że nie przeszkadzamy. - ponownie ktoś stanął w drzwiach sali.
Odwróciliśmy się w tamtym kierunku i dostrzegliśmy rodziców Stylesa.
- N-nie, zapraszam. - uśmiechnęłam się blado.
- O. - zdziwiła się mama Harrego. - My się jeszcze nie znamy, rodzice Lexi tak? - spytała patrząc na nich.
- Tak, jestem Caroline Clarke, a to mój mąż Steve. - uśmiechnęła się moja rodzicielka.
- Ana Styles i mój mąż Patrick.- odpowiedziała serdecznie Anne.
- Okoliczności są jakie są, ale miło państwa poznać. - dodał mój tata, ściskając rękę ojcu Harrego.
- Nam również. - odparł mężczyzna.
- A ty jak się czujesz kruszynko? - spytała Anne.
- Mamo nie męcz jej.. - dopowiedział zrezygnowany loczek.
- A chcieliście nam coś powiedzieć. - dorzuciła moja mama, a ja w momencie zastygłam.
- To nie jest najlepszy moment. - powiedziałam.
- Lexi, moich rodziców i tak to nie ominie, więc.. - spojrzał na mnie Harry.
- Coś się stało? - spojrzała na nas pani Styles.
- Harry jestem jeszcze za młody na dziadka. - zaśmiał się ojciec Harrego.
- To trudno, jakoś będziesz musiał wytrzymać. - rzuciła od razu mój chłopak, a wszystkim na sali zbledła mina, razem ze mną.
- Lexi...- mama popatrzyła na mnie zdezorientowana.
- Mamo...- głos mi się załamał, a z oczu popłynęły słone łzy. - Sami się dopiero wczoraj dowiedzieliśmy..- zdołałam tyle z siebie wyrzucić.
- Harold masz nam coś dopowiedzenia? - powiedział Patrick.
- Co mam wam powiedzieć? - warknął Harry. - Lexi jest w ciąży i nic już na to nie poradzę.
- Ale mogliście temu zapobiec. - dodała moja mama.
- Wiem. - odparłam głośno. - Przepraszam okej? Nikt z nas tego nie planował uwierzcie nam, to dla nas jest większy szok niż dla was. - ponownie wybuchłam płaczem.
- Lex uspokój się.. - mama potarła ręką moje plecy i cmoknęła mnie w ramię.
- O mój Boże..- westchnęła Anne. - Czy wy się nie zabezpieczaliście? - dodała po chwili.
- Mamo..- rzucił zażenowany loczek.
- Pytam się poważnie Harold.
- Oczywiście, że zabezpieczaliśmy..Dlatego byliśmy tak zaskoczeni, kiedy się o tym dowiedzieliśmy.
- Nigdy nie ma stu procentowej pewności.. - powiedziała pod nosem moja rodzicielka.
- Po prostu nie mogę uwierzyć..- pokręcił głową mój tata i podszedł do okna.
- Tato..
- Nie żadne "tato" Lexi, po prostu nie rozumiem jak mogliście być tak bezmyślni, każdy doskonale wie, że prezerwatywy nie zawsze działają, więc można zabezpieczać się w inny sposób, ale jak widać nic sobie z tego nie zrobiłaś.
- Czyli to wszystko moja wina tak? Co ja wiatropylna jestem?! - podniosłam głos.
- Nie Lex, nie o to mi chodziło. Przynajmniej Harry się zabezpieczał tymi cholernymi gumkami, a ty nie zrobiłaś nic w tym kierunku. - warknął i spojrzał na mnie. - Gdybyś do mnie przyszła lub do mamy i powiedziała, że chcesz iść do ginekologa, czy nawet przyszła tylko po pieniądze to byśmy Ci je dali.
- Skończ Steven. - odezwała się moja matka. - Nie ma co tego roztrząsać.. Co się stało już się nie odstanie. - westchnęła. - Lexi, lekarz powiedział, że jutro już cię wypuszczą, więc proponuję spotkanie się za jakieś 2-3 dni wszyscy razem i normalnie porozmawiamy. - dodała.
- Dobrze..- pokiwałam głową.
- To my..może..już pójdziemy. - wahała się Anne.
- Tak, my też kochanie. - dorzucił mój tata. - Jeśli będzie trzeba po ciebie jutro przyjechać, czy coś to dzwoń.
- Spokojnie, ja po nią przyjadę. - wtrącił Harry.
- To pa. - powiedzieli i wyszli z sali, a ja siedziałam i patrzyłam na minę Harrego.


Oczami Harrego

Siedzieliśmy w ciszy i patrzyliśmy się na siebie. O Boże, co my najlepszego zrobiliśmy... - Dziecko. - usłyszałem sarkastyczny głos w swojej głowie. Ta, super. A Lexi? Była załamana, blada i obolała po bójce. Nie mogę na nią taką patrzeć, bo serce mi pęka. Jest blada i przez jeden dzień zrobiła się jeszcze drobniejsza, może to przez ten strach? Jeśli tak to jej się nie dziwię. Ja też się boję i to jak cholera, nie chcę jej tego pokazać tylko chcę ją wspierać, bo wiem, że tego potrzebuje. Tylko kto będzie wspierał mnie skoro ona jest w tak opłakanym stanie? Chłopaki.. Tak, muszę się dziś z nimi na spokojnie spotkać, rozluźnić się i wtedy pogadamy, dokładnie tego mi dziś trzeba. W pewnym momencie usłyszeliśmy jakieś krzyki na korytarzu, było dość głośno, ale w tym momencie nie za bardzo nas to obchodziło.
- Nie będziemy się teraz do siebie odzywać? - zapytałem.
- Nie, dlaczego? Po prostu potrzebowałam chwili ciszy. - podniosła lekko kąciki ust.
- Głodna byłaś.
- Już mi się odechciało..
- A fasolce? - położyłem rękę na jej kolanie.
- Chyba ona też nie ma już ochoty. - odpowiedziała i delikatnie przeczesała moje loki na czubku głowy. - Wiesz, że już nic nie będzie takie samo? - dodała.
- Wiem Lexi, ale nie myśl teraz o tym. - próbowałem ją uspokoić.
- Jak nie teraz to kiedy?
- Nie mówię, że masz przestać o tym w ogóle myśleć, bo i tak będzie trzeba, ale na tą chwilę daj samej sobie odpocząć.
- Muszę do łazienki.. - złapała się za brzuch.
- Co Ci jest? - przestraszyłem się.
- Niedobrze mi. - szybkimi ruchami ruszyła do toalety, więc od razu za nią poszedłem.
- Idę po kogoś. - rzuciłem i wyszedłem z sali kierując się po jaką pielęgniarkę.
Po chwili już ponownie byłem w sali a pielęgniarka weszła do łazienki, gdzie wciąż była Lexi. Minęło dobre 15 minut zanim obie wyszły. Lex od razu położyła się do łóżka, a kobieta podłączyła jej kolejną kroplówkę, tym razem na odwodnienie.
- Lepiej? - spytałem.
- Nie za bardzo.. - skrzywiła się.
- Hej, nie przeszkadzam? - zza drzwi wyłoniła się Lizzy.
- Nie, wchodź. - odpowiedziałem. - Co tam? - dodałem.
Dziewczyna szybko oddychając wzruszyła ramionami. Widziałem, że była przestraszona? Tak, chyba tak.. Była dziwnie niespokojna i rozglądała się wszędzie żeby tylko nie spojrzeć na nas.
- Przyszła się upewnić czy nic Ci nie zabrakło. - uśmiechnęła się nerwowo w stronę Lex.
- Wszystko mam, dzięki. - odparła moja dziewczyna.
- A z tobą wszystko dobrze? - dopytałem.
- T-tak, jest okej. Lex jakbyś coś potrzebowała to dzwoń, a teraz już wam nie przeszkadzam. - mówiła Lizzy.
- To poczekaj, mogę cię podwieźć do domu, bo ja też się już zbieram.
- O byłoby fajnie. - uśmiechnęła się.
- Jak coś to dzwoń. - powiedziałem do Lexi całując ją. - Jutro po ciebie będę, kocham cie.
- Dobra idźcie już. - lekko się zaśmiała. - Ja ciebie też.
Przesłałem jej jeszcze buziaka i razem z Liz wyszliśmy. Po chwili staliśmy już przy moim samochodzie, gdzie zacząłem szukać kluczyki.
- Kurwa gdzie one...Dobra mam. - pokazałem, uśmiechając się.
- To Go!
Wsiedliśmy do auta i ruszyliśmy w stronę bloku dziewczyny. Na początku była cisza, ale zaraz postanowiłem ją przerwać.
- I jak tam panno Kolbricht? - spojrzałem w jej stronę.
- Wszystko spoko panie Styles, a u pana?
- Nie za dobrze. - przygryzłem lekko usta.
- To banalne, ale będzie dobrze. O ciebie się nie martwię, ale z Lexi chyba nie jest dobrze.
- Wiem..Boję się o nią, ale teraz już nic na to nie poradzę, jakoś damy radę. Musimy. - powiedziałem, mocniej wciskając pedał gazu. - Ej Liz, czy miedzy tobą, a Liamem już do czegoś doszło?
- Zależy co masz na myśli. - lekko się zarumieniła.
- Jakiś seksik czy coś. - zaśmiałem się, a ona za mną.
- Nie. - odpowiedziała szybko.
- Oj, oj, oj.. Liaś coś słabo działa.
- Skończ. - uderzyła mnie lekko w ramię.
- Dobra, już się nie odzywam. - podniosłem jedną rękę w geście poddania, wciąż się uśmiechając.
Po pewnym czasie już staliśmy pod jej kamienicą, pożegnałem się i pojechałem w stronę naszego apartamentu. Wjechałem na parking i po zaledwie minucie otwierałem już drzwi mieszkania. Pierwsze co zrobiłem to nalałem sobie szklankę Pepsi i usiadłem na kanapie, włączając telewizor. Przeskoczyłem parę kanałów i stanąłem na TLC, gdzie leciał program "Porodówka". Przez chwilę patrzyłem jak jakaś murzynka ma skurczę, a tu zaraz taka szybka akcja i już dzieciaka wyjmują.
- Kurwa, nie mogę na to patrzeć. - powiedziałem sam do siebie pod nosem upijając łyk napoju.
Przełączyłem dalej i zostawiłem na MTV, gdzie leciała jakaś muzyka. Wyjąłem telefon z kieszeni i
wykręciłem numer Louisa. Dwa sygnały i odebrał.
- Co tam tatuśku? - rzucił.
- Morda.. - warknąłem. - Idziemy dziś do jakiegoś klubu? Muszę odsapnąć.
- Nie musisz mnie dwa razy prosić. - zaśmiał się. - Dobra, to dzwonie w takim razie do chłopaków i przyjedziemy do ciebie.
- To o której będziecie? - spytałem.
- O 20 powinniśmy być. - odpowiedział, a ja spojrzałem na zegarek na lewej ręce który wskazywał 18:03.
- Dobra, to czekam, jak coś to dzwoń. Narazie.
- Narka. - pożegnał się.
Nie czekając ani chwili, zostawiając włączony telewizor, poszedłem pod prysznic. Zajęło mi to 10 minut, po czym poszedłem się ubrać. Standardowo, czarne rurki, biała bluzka i do tego białe Converse'y.
Następnie wróciłem do łazienki i zacząłem suszyć włosy, umyłem zęby i psiuknąłem się moimi ulubionymi perfumami "Angel". Po wszystkim ponownie usiadłem przed telewizorem, gdzie przełączyłem na wiadomości i akurat kończyli mówić: "aresztowano pielęgniarkę". A, że mnie to w ogóle nie interesowało, znowu przełączyłem na kanał muzyczny. Przeszkodził mi telefon, dzwonił Lou:
- No co tam? - rzuciłem.
- Dzwoniłem do Liama, a ona powiedział, że nie idzie bo ma już plany.
- Ciekawe jakie. - zaśmiałem się.
- Czyżbyś nawiązywał do Lizzy. - zapytał.
- To oczywiste. Ej dobra, nie to nie, a reszta idzie.
- Tak, niedługo będziemy. To nara.
Już nie odpowiedziałem tylko się rozłączyłem i odłożyłem telefon na stolik. Czas szybko leciał, zdążyłem zadzwonić jeszcze do Lexi i spytać jak się czuję. Na szczęście powiedziała, że już nie wymiotuje i jest trochę
lepiej, przynajmniej o było pocieszające. Uprzedziłem ją, że wychodzę z chłopakami, a ona lekko się zaśmiała i powiedziała żeby to wyjście nie skończyło się tak jak to sprzed dwóch dni. Jeszcze chwilę bezczynnie posiedziałem, po czym przyszli chłopcy. Usiedli na chwilę, ale nie na długo, ponieważ zaraz wyszliśmy do klubu całą czwórką. Przedostaliśmy się przez ludzi i doszliśmy do baru w którym zamówiliśmy po kolejce. Pierwszy kieliszek, drugi, siódmy...
- O kurwa. - Niall złapał się za głowę. - Ale się najebałem. - zaczął się śmiać.
- Ja też, a muszę iść się odlać. - dodał Zayn.
Ja siedziałem uśmiechając się sam do siebie, odwróciłem się przodem do ludzi którzy tańczyli na parkiecie i patrzyłem. W pewnym momencie mignęła mi jakaś ładna blondynka, chyba ona też mnie zobaczyła, bo
uśmiechnęła się i zaczęła iść w moim kierunku. Mówiłem, że ładna? Sorry tylko z daleka, z bliska wygląda jak lalka barbie, ale chuj do czegoś się przyda...Chyba sami wiecie. Nie odzywając się do chłopaków wstałem z miejsca podchodząc jeszcze bliżej blondynki.
- Cześć przystojniaczku. - przejechała palcem po mojej klatce piersiowej.
- Koleżanka chętna? - podniosłem jedną brew.
Oj słabo z tobą Harry, ledwo się trzymasz na nogach. - mówił głos w mojej najebanej głowie.
- Hm.. Zależy na co. - zaśmiała się i myślała, że uwodzicielsko, ale bardziej jej to wyszło jak rechot konia.
- Lodzik? - uśmiechnąłem się.
Ale jestem najebany......
- No przekonałeś mnie słodziutki. Chodźmy. - szarpnęła mnie momentalnie za rękę, kiedy zorientowałem się, że otwiera drzwi do męskiego kibla.
Dziewczyna chyba lubi dominować, bo przyparła mnie od razu do ściany i wcisnęła i swój jęzor do buzi. Jakiś ziomek akurat mył ręce i chyba na nas patrzył, ale nie zwracaliśmy na to uwagi. Nim się obejrzałem, stałem w kabinie, a ona klęczała na wysokości mojego krocza. Nawet na nią nie patrzyłem, bo nieraz
alkohol nie pomaga, jak laska ma ryj jak gówno, więc wolałem nie ryzykować. Rozpięła pasek spodni i ściągnęła je razem z bokserkami aż do moich kolan. Poczułem jak ściska mojego penisa w ręce, po czym zacisnęła na nim usta. Ssała i ssała, a ja czułem, że niedługo nadejdzie ten moment.
- O kurwa... - westchnąłem i położyłem rękę na jej włosa, zaciskając je.
Było dobrze, jeszcze chwila, jeszcze i ooooo. BUM. Spuściłem się jej do buzi, a ona to od razu połknęła. Wyuczona suczka. - pomyślałem. Podciągnąłem majtki i spodnie po czym zacząłem się siłować z tym pieprzonym paskiem którego za chuja nie mogłem zapiąć. Po chwili dałem radę i wyszedłem z kabiny, na szczęście nikogo nie było w łazience. Odwróciłem się żeby zobaczyć blondi, ale zauważyłem tylko zamykające się już drzwi do łazienki. Oparłem się o blat i spojrzałem w lustro, po czym zimną wodą przemyłem sobie twarz i ponownie spojrzałem w swoje odbicie. Było dobrze, ale nie tak dobrze jak z....Lexi. O KURWA! Co ja narobiłem?! Ja pierdole! Zdradziłem ją! Jak oparzony odskoczyłem od umywalki, a serce zaczęło mi bić jak oszalałe. Jak ja mogłem to zrobić? O w dupę, ona nie może się o tym dowiedzieć...



                                                            *****************

Oczami Lexi


Obudziłam się około 7, ponieważ zaczął się obchód. Przyszła do mnie pielęgniarka, dała jakieś witaminy, śniadanie i poinformowała, że przyjdzie za jakąś godzinkę wyjąć mi wenflon. Zjadłam jedną bułkę z masłem i połknęła przyniesione przez nią leki. Minęła godzina i do salo wtargnęła ponownie pielęgniarka z małym wózeczkiem. Myślałam, że wkładanie wenflonu jest nieprzyjemne, ale wyjmowanie go jest jeszcze gorsze. Niemalże po chwili zrobił mi się duży siniak na zgięciu przedramienia. Przyłożyłam do niego wacik i spokojnie leżałam aż krew przestanie lecieć. Spojrzałam na zegar który wisiał na ścianie, była 8:11. Powolnym ruchem wstałam z łóżka i podeszłam do obszernego okna, słońce pięknie rozświetlało ulicę. - Jeju Lexi, co ty taka słodka i kochająca naturę się zrobiłaś? - mówiła ironicznie moja podświadomość. Nie czekając na nic, wzięłam torbę z rzeczami które Harry mi wczoraj przywiózł i poszłam się ogarnąć do łazienki. Weszłam pod prysznic, zaliczyłam poranną toaletę.
Ubrałam się w czarne leginsy, dłuższą białą
bluzkę zakrywającą tyłek, na to bluzę 79th koloru zielonego, a na koniec białe nike air force za kostkę. Ta, teraz było dobrze, tak się czuję najlepiej. Zadowolona nie myśląc o niczym wróciłam do łóżka. Wzięłam telefon do ręki i zaczęłam grać w jakieś gierki i inne bzdury. Tak minęły kolejne 2 godziny. Chwilę później lekarz wszedł do mojej sali i poprosił mnie na chwilę do swojego gabinetu. Szybko się tam skierowałam po czym dostałam wypis ze szpitala. Jak wróciłam zobaczyłam Chrisa który siedzi koło mojego łóżka.
- Siema, co ty tutaj robisz? - od razu się zapytałam.
- Ja też się cieszę, że cie widzę. - zaśmiał się i wstał żeby mnie przytulić.
- Sorry, po prostu nie spodziewała się ciebie tutaj. A teraz czekam na Harrego, bo już mogę wracać do domu.
- Właśnie Harry.. - spojrzał w podłogę.
- Co jest? - spytałam siadając na łóżku, a on usiadł koło mnie.
- Był wczoraj w klubie?
- Tak. - odpowiedziałam szybko.
- Tak myślałem. - pokręcił głową.
- Chris co się stało no? - popędziłam go.
- Też tam wczoraj byłem, poszedłem z takimi dziewczynami. Widziałem Harrego jak siedział przy barze z tymi swoimi kolegami i później poszedłem do łazienki zrobić siku, a kiedy myłem ręce.. - zaciął się.
- "Kiedy myłeś ręce" to co? - przedrzeźniałam go.
- Padł do męskiego kibla z jakąś dziewczyną. - rzucił na jednym wdechu.
Otworzyłam szeroko oczy i nie wiedziałam co powiedzieć.
- On mnie chyba nie poznał, z resztą był zalany tak, że masakra no i weszli do kabiny i jeszcze chwilę poczekałem, ale jak usłyszałem, że zaczyna stękać to odechciało mi się.. - dopowiedział wzdychając.
- Chyba sobie jaja robisz. - powiedziałam z niedowierzaniem.
- Sorry mała.. Wiem, że kabluję, ale nie pozwolę żebyś przez kogoś cierpiała, albo żeby cię okłamywał wiesz o tym. - potarł ręką moje ramie, a ja w momencie wpadłam mu w ramiona, a z moich oczu poleciały łzy.
- Co za skurwiel...- szepnęłam.
- Lex nie płacz.
- Jaka ja byłam głupia.- złapałam się za głowę i "odczepiłam" od Chrisa. - Jeszcze pozwoliłam mu tam iść, a ten pieprzony złamas poszedł zaliczać jakieś panienki. Kurwa! - prawie krzyknęłam ze złości. - On chciał rodzinę zakładać, mówił jak to damy sobie radę, boże idiotko, a ty w to wszystko wierzyłaś.. - mówiłam bardziej do siebie niż do niego.
- Rodzinę? Mała ty masz dopiero 19 lat, zluzuj trochę.
- Chris ja jestem w ciąży.. - popatrzyłam na niego zapłakana, a on zamarł.
- Co ty pierdolisz. - rzucił.
- Była ta bójka. - zaczęłam.
- No to wiem, a-ale..- jąkał się.
- Jak mnie tu przywieźli to wzięli na USG i wyszło, że mam w sobie małą fasolkę.
- O w dupę... - zakrył ręką usta. - A on... - przerwał widząc moją reakcję.
Spuściłam głowę a łzy zaczęły lecieć ciurkiem po moich policzkach. Jak on mógł mi to zrobić? Tyle obietnic i to wszystko.. Nie miałam podstaw żeby w to wątpić. Chris zawsze mówił mi prawdę, nawet kiedy była gorsza od kłamstwa. Taki jest prawdziwy przyjaciel.
- Chcę jechać do domu. - szlochnęłam.
- Do niego?
- Tylko po rzeczy, jak tak się bawimy to ja kończę tą pierdoloną zabawę.. - otarłam łzy.
- Moja dziewczynka. - pocałował mnie w czoło.
- Przytul mnie. - rzuciłam, a chłopak od razu to zrobił. - Bardzo go kocham..
- Lexi, ale on cię zdradził.
- Wiem! - warknęłam. - Ale to tak boli..
- Chodź, jedziemy.
Bez zbędnych pogaduszek zebrałam swoje rzeczy i ruszyliśmy w stronę wyjścia. Już po chwili siedzieliśmy w aucie Smitch'a i jechaliśmy w stronę nasz...jego mieszkania. Kiedy już stanęliśmy przez nim kazałam Chrisowi zostać w samochodzie i sama czym prędzej pobiegłam na górę. Zaczęłam pukać i dzwonić do drzwi, ale nic. Po chwili wyjęłam swoje klucze i otworzyłam drzwi z hukiem, zrobiłam krok w przód i zamknęłam je za sobą i dopiero zorientowałam się, że przede mną stoi Harry i pociera oczy.
- Co ty tu..- zaczął, ale nie dane było my skończyć.
- Ty skurwielu! Nienawidzę cie rozumiesz?!
- Ej spokojnie, o co Ci chodzi?
- Jeszcze się głupio pytasz.. - zaśmiałam się ironicznie. - Jak się wczoraj bawiłeś co? Dobrze było?
- Tak, siedzieliśmy przy barze..- ponownie mu przerwałam.
- Chuja a nie przy barze! Fajnie było zabawić się w łazience?! - krzyknęłam, a jego zamurowało.
- Lexi..
- Zamknij się.
- Lex, kurwa błagam..
- Zamknij tą mordę! Wiem wszystko! Co do minuty wiem wszystko. Przyznaj się, nie miałeś zamiaru mi o tym powiedzieć prawda?
- Sam nie wiem co chciałem zrobić, zrozum, że.. - nie wiedział co powiedzieć.
- Że co?! - warknęłam. - Że jakaś laska zrobiła Ci loda w klubie, a twoja dziewczyna leżała w szpitalu. Co za ironia kurwa.
- Proszę cie porozmawiajmy jak ludzie. - rzucił.
- Właśnie rozmawiamy. Z tobą tylko tak można to robić, a z resztą nie mamy chyba o czym.
- Jak to nie mamy, kurwa Lexi prze...- nie dokończył.
- Co Lexi?! Przestań robić ze mnie jakąś idiotkę. Wiem co robiłeś, w chuja ze mną lecisz czy co?! Zdradziłeś mnie! Na prawdę, mogłam się wiele spodziewać, ale nie tego..tym bardziej teraz.. - z moich oczu ponownie popłynęły słone łzy.
- Proszę cię skarbie.
- Oj przestań..- machnęłam ręką. - Nie dam sobie rozumiesz? Nie pozwolę żeby ktoś mnie tak traktował.
Nigdy..
- Lexi błagam cię... - patrzył na mnie przerażony.
- Ale o co ty mnie człowieku błagasz? Chcesz się tłumaczyć? Nie ma z czego, byłeś pijany i wiem o tym. Ale jeśli tak się zachowujesz po alkoholu to go kurwa nie pij!
- Przepraszam..
Prychnęłam pod nosem i omijając go skierowałam się do naszej byłej już sypialni, skąd wzięłam swoje rzeczy, a później poszłam do garderoby bo ubrania które mi się tylko zmieściły do torby. Po resztę przyjdę później. - pomyślałam. Ponownie wróciłam do salonu biorąc z niej moją niebieską bluzę, która leżała tam od kilku dni. Harry momentalnie wstał i patrzył na mnie.
- Nie wychodź stąd proszę cie.
- Skończ już. Nigdy nie myślałam, że przydarzy mi się taka sytuacja a tu proszę, film na żywo.
- Kurwa Lexi błagam cie, zostań w domu.
- Obstawiam, że niedługo się zobaczymy, przyjdę po resztę rzeczy.
- Nie wypuszczę cie. - rzucił.
- Nie kompromituj się Harry.- pokręciłam głową. - Oby nie do zobaczenia. - powiedziałam, rzuciłam mu kluczę i szybko wyszłam, trzaskając za sobą drzwiami.

wtorek, 30 kwietnia 2013

Rozdział 30

=Oczami Lizzy=
...wprowadziłam Lexi do salonu. Harry wyznał jej wszystko i dał te klucze. Ahhh zakochańcy... Miłość wisi w powietrzu. stanęłam za barem. Malik grał na podium DJ, a Liam przysiadł się do baru.
-Hej CO pani zaproponuje mi na ten wieczór? - spytał z uśmiechem.
-Ogniste Tango. Drink wódka, papryczka chili, i czerwony likier o smaku truskawkowym - uśmiechnęłam się i zaczęłam go przygotowywać. Zayn patrzył na nas z ukosa ewidentnie zazdrosny. Zignorowałam go. Po chwili przysiadła się do nas Meggie koleżanka z pierwszej ławki. Gadaliśmy długo o egzaminach, o imprezie i drinkach. Malik zszedł i zawołał Liama, by kontynuował grę na konsoli. Dziewczyna poszła sobie potańczyć ze swoim chłopakiem. Nikt nie przychodził po drinki. Malik usiadł za mną. Nie odzywał się, la czułam jego wzrok na sobie.
Po chwili przyszła spora grupka znajomych chcących się pożegnać, ale dopiero teraz wszyscy zauważyli, że nie ma Lex i Harrego. Chłopacy poszli ich poszukać. Po chwili ich znaleźli. domyśliłam się w jakiej sytuacji ich zastali. To wywołało mimowolny uśmieszek na mojej twarzy. Liam zauważył to:
-Co Ci się stało Śmieszko?
-Nic, Liam, chyba każdy domyśla się co robiły nasze papużki nierozłączki...
-NO, taaak, niby.. - oblał się rumieńcem. Wyglądał słodko. 
Po wszystkim Liam odwiózł mnie do domu. Tuż przed snem przyszedł sms od Liama: " Dobranoc :D". To było słodkie. czas na powrót starej miłej Lizzy. Przez ostatnie wydarzenia, presję i ogólną niechęć do mnie była wredna i chamska. A taka nie jestem. Przez cały dzień sprzątałam dom i uczyłam się włoskiego. Chciałam sobie przypomnieć co nie co. Kiedyś potrafiłam sporo, potem skończyłam podstawówkę i go zaniedbałam, teraz prawie nic nie pamiętam...aż wstyd się przyznać. Liam napisał do mnie w międzyczasie, że byli w nowym gniazdku Lerry (zbitka Lexi i Harry) i jest super. Umówił nas do nich na jutro. Fajny gest z jego strony... Wieczorem zjadłam świeże croissanty i poszłam spać. Wstałam późno, potrenowałam, no i trzeba się było zbierać do  Harrego i Lexi. Ubrałam się ładnie w czarna krótką sukienkę, złote dodatki no i czerwone szpilki. Wzięłam tylko nieduża czarno-złotą kopertówkę. Pod kamienicą już stał Liam. Pojechaliśmy od razu do nich. Weszliśmy do cudownego apartamentowca. Pełen przepychu. Holl był z piaskowca, a oświetlały go złote żyrandole. Mieszkanie 213. Gdzie ono jest, w tym labiryncie? zdecydowanie za duży budynek dla mnie, no i za drogi.. Po chwili poczułam ciepły dotyk skóry Liama, i jak
jego silna dłoń chwyta moja delikatną. Po pięciu minutach otworzyli nam. Weszłam z Payne'm do naprawdę nowocześnie urządzonego apartamentu. Rodzicom Harrego nieźle musi się wieść. Choć nie przepadam za takim wystrojem to uważam, że był obłędny. Od razu skomplementowałam. Po chwili usiedliśmy w salonie z lampkami wina, które swoją droga było niezwykle dobre, i zaczęliśmy rozmawiać. Najpierw chłopacy obgadali ostatni mecz, w tym czasie zaczęłam rozmawiać trochę z Lexi.
-Fajna spódniczka - skomplementowałam jej genialną spódniczkę.
-O, dzięki! Ale to tylko sieciówka, w Bershce kupiłam.
-Naprawdę, fajny ma krój, a jest może niebieska, to bym sobie kupiła..
-Chyba jest - uśmiechnęła się Lexi. Ciesze się, że nie ma między nami już jakichś kwasów. Łyknęłyśmy obie tego cudownego wina. Naprawdę dobre... Nagle Harry zaczął mówić o ataku talibów w zeszłym tygodniu na konwój żołnierzy.
_To naprawdę ciężki zawód musi być..- westchnął Liam.
-I jest, a przede wszystkim, nigdy nie wiesz czy śmierć, nie spotka cię zaraz..-powiedziałam łamiącym się głosem. tata.. jego obraz w mojej głowie...
-Skąd tyle wiesz? - ciszę przerwała Lexi.
-Bo mój tata..on był...zginął w ostatnich walkach w Jugosławii...-głos łamał mi się, ale nie płakałam...Nie chciałam...
Reszta dalej gadała o wojnach i traumach, ja co jakichś czas odpowiadałam, starałam się wyciszyć. Lexi na chwilę znikła i przyniosła mi szklankę wody i środki uspokajające, podała je dyskretnie by chłopacy nie widzieli.
-Masz czasem sama biorę na myśl o Holly..-powiedziała łamiącym się szeptem. Obie przeżywałyśmy jeszcze wewnętrznie śmierć najbliższych nam osób.
Po chwili zorientowałam się, że uzgadniamy wyjście do klubu. Może drinki, miła atmosfera i głośna muzyka wyrzucą ten ból z mojej głowy? Poszliśmy do miłej spelunki "Green Bar", która była za zakrętem. Była naprawdę nowocześnie urządzona, choć nieduża. Na biało - zielono. Pełno świateł, parkiet do tańca no i olbrzymi bar. Wybraliśmy jeden ze stolików na podium, znajdującym się w kącie sali. Drinki płynęły i płynęły. Harry w pewnym momencie poszedł z Liam'em do łazienki. zostałam sama z Lexi. chwilkę
pogadałyśmy i poszłam do baru wziąć nową kolejkę. Zamurowało mnie, do barmana podbijała dziewczyna którą znałam. Mój stary wróg - Amanda Smith. Niska, trochę krępa brunetka. Od 3 lat mieszka w Londynie. Zawsze się nienawidziłyśmy w Leicester. zauważyła mnie od razu.
-No proszę, przywiało do stolicy prowincjonalną dziwkę Lizzy..-śmiała się. ewidentnie pijana. sama nie byłam trzeźwa, ale ona była znacznie bardziej upita...
-No hej Amanda- nie miałam zamiaru się z nią kłócić. wziąć drinki i odejść od niej jak najdalej.
-Ja pamiętam dalej o tym, że się nienawidzimy mała suko - zawyła i rzuciła się na mnie z łapami. Chwyciła mnie za włosy, ja ja za gardło, zaczęłyśmy się szarpać. Podniosło się zamieszanie, zaczęłyśmy krzyczeć. po chwili zjawiła się Lexi. Szybko wymieniły między sobą kilka zdań. Byłam zbyt rozproszona po niespodziewanym ataku by zrozumieć. po chwili Amanda leżała na podłodze, krwawiła, Lexi też nie była cała. Przybiegł Harry, odciągnął Lex, ona zemdlała i ja też...
 Obudził mnie po chwili ratownik. Nic mi się nie stało. Amanda już jechała na OIOM, Lex też pakowali do karetki. Wsiadał do niej zdenerwowany Harry. Obok mnie klęczał Liam...
-Ciesze się, że nic Ci się nie stało Hol-l-lizz.. - znowu się pomylił, objął mnie. Był gorący i spocony. Widać bardzo się denerwował.
-To moja wina...-powiedziałam.
-Jaka twoja głupatsku?! Tej wariatki... Bałem się, że coś Ci się stało...- szeptał
-N-n-nic.. Lex, mało jej nie skatowała - zaczęłam płakać - stanęła w mojej obronie - płakałam w jego ramię. Payne mnie uspokoił. Pojechał ze mną do mojego domu. Gdy weszliśmy na górę zaczął wychodzić.
-Liam zostań... Boję się... - powiedziałam poddenerwowana.
-Dobrze Lizz - uśmiechnął się.
Poszłam posłać chłopakowi w pokoju gościnnym. Był to ładny obszerny pokój urządzony w odcieniach błękitu, stylizowany na francuski. Całość dopełniały białe i złote dodatki, świeczniki, kandelabry i różne bibeloty. Był śliczny. Wróciłam do Liama. Zobaczyłam, że siedzi na krześle taty i zrobił nam kawy. Moja stała przy krześle mamy. Trochę mnie to wzruszyło. Brakuje w tym domu małego przytulaczka na moje krzesło... i mojej siostrzyczki. Nie wiem co się z nią stało... Nawet czy w ogóle się urodziła. Mama tuż po tym, gdy ojciec wyjechał i zginął dowiedziała się, że ma narodzić im się jeszcze drugie dziecko... Załamana rzuciła się w wir pracy, ukrywając ciążę pojechała do Somalii, tam została uprowadzona podczas ataku pustynnych bandytów z innymi kobietami, po powrocie nie mówiła nic o ciąży... udawała, że nic się nie stało... Zamknęła się w sobie... Ukłuło mnie to w serce bardzo mocno, czułam się wtedy odrzucona, potem znowu kolejna misja... z której nigdy nie wróciła... z nostalgii i melancholii wyrwał mnie brzęczący telefon. dopiero teraz spojrzałam, że od bójki w klubie minęły 4 godziny - jest 2 nad ranem! Dzwonił do mnie Harry... Z czarnym scenariuszem w głowie odebrałam telefon.
-Halo?- spytałam drżącym głosem.
-Będziesz ciotką...-odsapnął z lekkim wkurzeniem Styles.
-Co? - wiadomość do mnie nie dotarła. Jaką ciotką, w ciążę zaszedł czy co?!
-Lizz jesteś jeszcze oszołomiona... Lex jest w ciąży.. Nie wiedzieliśmy... Dziecku nic nie jest. na szczęście...
- mówił bardzo oschle.
Liam wyrwał mi telefon. Pokiwał głową pogadał przyciszonym głosem z Harrym i zakończył. Ja wybuchnęłam histerycznym płaczem.
-O boże przeze mnie Lex mogła poronić!
-Uspokój się....-powiedział cicho Liam gładząc mnie po plecach. Miał kojący dotyk. Po chwili usnęłam w jego ramionach. Spałam bardzo mocno. Śniło mi się, że Lex poroniła, że wszyscy mnie znienawidzili, że płonę.... Obudziłam się rano wyczerpana koszmarami. Liam jeszcze spał. Pobiegłam do kuchni. Szybko zaczęłam gotować. Upiekłam jabłecznik i ciasto czekoladowe, ugotowałam rosół i zrobiłam dobrą sałatkę jarzynową. Poszłam obudzić Liam'a. Spał jak mały niedźwiadek wtulony w poduszkę. Kątem oka zauważyłam, że oglądał moje zdjęcia. Album leżał  na złej półce...
-Niedźwiedziu budzimy się!- łaskotałam jak mały kociak Liam'a.
-Już, już Kociaczku - złapał nie i cmoknął w czółko.
Podobało mi się to, ale nie mogę być "łatwa".
-Zbieraj się, trzeba do szpitala jechać, mam dla Lexi całe wyżywienie. w końcu domowe jedzonko jest lepsze od szpitalnego - śmiałam się.
-A co ty już na nogach i gotujesz? Ahh daj Boże taką żonę, co uwielbia stać przy tych garach, dla mnie to czarna magia - ziewał z bananem na twarzy.
Szybko się zebraliśmy, ja ubrałam się zwiewnie, bo były straszliwe upały. Boże, 30 stopni Celsjusza w tłocznym mieście to grzech straszliwy. w przeciwieństwie do większości osób tutaj nie używałam Farenheitów czy Kelvinów.
Do szpitala dojechaliśmy szybko. Zobaczyłam na oddziale ginekologiczno-położniczym bladą Lex.
Wyglądała fatalnie. Chłopacy gadali za drzwiami.
-Lex tutaj masz jedzenie- mówiła wkładając jej wszystko do szafki - tu w termosie jest rosołek skarbie, a teraz mów co Ci potrzeba? Jak kobieta kobiecie... - uśmiechałam się do niej.
-Wiesz, dzięki to miłe, nikt się tak dla mnie nie gimnastykował przy garach, ale wiesz. Zobacz na mnie wyglądam fatalnie. Harry nie przywiózł mi ani jednego kremu.
-Wiem. Lekki podkład, delikatny błyszczyk, jasny cień do powiek i tusz do rzęs, czarny. Pomyślałam o tym - powiedziałam i wyciągnęłam małą kosmetyczkę. W środku było jeszcze kilka kremów.
Po chwili wszedł bez pukania pielęgniarz. Wydziarany kafar. Szarpnął za kroplówkę Lex i ja szybko zmienił. Jaki gbur! Nawet dzień dobry nie było! Nie spodobał mi się typ. Taki w stylu Amandy... muszę ją dopaść. Ona nie odpuszcza nigdy... Wszedł Harry z Liam'em.
-Widzieliście tego kafara? - sapał Harry - To oburzające, że taki palant i osiłek może szarpać biedne ciężarne. A przede wszystkim moja Lex.
Widziałam jak Lex na wzmiankę o swojej ciąży zbladła. Oj chyba coś jest na rzeczy. Nie spytam się jej, bo nie jesteśmy BFF. Krótko posiedzieliśmy, w zasadzie w ciszy. Chłopacy gadali głównie za drzwiami po cichu. Potem Harry Pojechał do ich apartamentu wziąć ciuchy dla Lex, a mnie Liam odwiózł do domu. Gdy podjechaliśmy złapał mnie za rękę.
-Lizz przyjdziesz dziś do mnie na kolacje? - spytał z iskierkami w oczach.
-D-d-dobrze...-odparłam niepewnie.
-dobrze Holl... znaczy Lizz widzimy się o 20 u mnie - wysłał mi buziaczka w powietrzu i odjechał.
Weszłam do domu. Chyba umówiłam się na randkę... Nie to tylko kolacja. Nic takiego Liz. spinaj dupę i do dzieła. trzeba odnaleźć ta sukę Amandę. Szybko przeszukałam Facebook'a. Znalazłam go! nasz wspólny znajomy, wieczny luzak - Steve. Szybko napisałam do niego czy wie gdzie jest Amanda. Po godzinie Książę mi odpisał: "Hej liz. Dawno się nie widzieliśmy... Może mały seksik na podziękowanie za obecny adres tej suki?". palant, ale zawsze ma informacje. szybko spisałam adres szpitala. nie wiele myśląc pobiegłam tam. odnalazłam ją bez przeszkód. wiadomo urok osobisty... Leżała cała zagipsowana.
-Dobra Amanda czego chcesz by się odpierdolić od nas?
-No, no! Mówiłam, że wyrwę Ci choćby z gardła te 10 000, które musiałam Ci zapłacić odszkodowania, jak wniosłaś mi rozprawę do sądu. I lepiej żebyś mi ja dała. bo ta suka w kolorowych włosach i jej nienarodzony bachor mogą dostać złą kroplówkę... - jej oczy rozbłysły złowrogo - mam w jej szpitalu na oddziale swojego człowieka...
-Dostaniesz ta kasę. Potem masz zniknąć.
 Wybiegłam ze szpitala prosto do banku. Niewiele myślałam. Działałam impulsywnie. chłopacy nie mogą
dowiedzieć się, że coś grozi lex z mojej winy... Znienawidzili by mnie za to... A nie mogę jej zignorować, wiem, że jeśli się z nią nie ułożę, ona przypuści na nas zmasowany atak... Szybko pobrałam z konta 10 000. Jutro je dostanie szmata... Dopiero teraz zobaczyłam na bankowym zegarku, która godzina... O CHOLERA! 18:39... Mało czasu... Wracałam do domu jak szalona i poparzona kotka z pełnym pęcherzem. Nie całe 20 minut. Ufff. szybki prysznic i założyłam małą czarną sukienkę, czerwone szpilki i małą czerwona kopertówkę. szybko rozczesać włosy i warkocz zrobić. No tylko makijaż już został - lekki dziewczęcy ze zmysłowymi kreskami z eyerlinera. Uśmiechnęłam się do siebie. 19:56... Usłyszałam warkot silnika. to on - to Liam... był ubrany w smoking.  Elegancki.
-To co panno Kolbricht?  Randkowa kolacja u mnie czeka - uśmiechał się do mnie.
-Z przyjemnością panie Payne
...
Pojechaliśmy. Cała willa była wygaszona. Oho... chata wolna... byleby sobie nie pozwolił na za dużo. .. zasłonił mi oczy i prowadził za dom. Szliśmy powoli. W powietrzu pachniał kwitnący jaśmin... noc dzisiaj była pełna gwiazd. Weszliśmy na taras i odsłonił mi oczy. Na ziemi była masa poduszek, nieduży stolik, pełno świeczek, płatków róż stał też chłodzący się szampan, na stoliku błyskała srebrna zastawa i obok 3 przykryte srebrne półmiski. Delektowaliśmy się idealnymi daniami w ciszy. Ale były TE gesty i TE spojrzenia, a przede wszystkim TA atmosfera. .. najpierw były szparagi grillowane. Delikatny afrodyzjak. Potem ostrygi z masłem ziołowym. Bardzo mocny afrodyzjak. .. a na finiszu owoce w czekoladzie. .. Same afrodyzjaki... patrzyliśmy długo w gwiazdy... czuliśmy TO w powietrzu. .. Liam wziął mnie na ręce do swojej sypialni w połowie drogi pomyślałam: Dziewczyno jesteś pijana, on Cię wyrucha teraz ostro i zapomni wkrótce o Tobie.
Lecz on ułożył mnie na łóżku położył się obok i zaczął usypiać. Wtuliłam się w niego i też odpłynęłam do krainy snów... obudziłam się rano. Liam nadal spał. Szybko się ubrałam, zostawiłam karteczkę "sorry Liam" z całuskiem.  Wróciłam do domu. Chwyciłam w biegu torbę z pieniędzmi i popędziłam do szpitala.  Tu chodzi o ICH życia....


Hej, to ja Lizz! Oto mój nowy rozdział, troszkę bohaterka się uspokoiła, starałam się, mam nadzieję, że się podoba :). dziękuję wszystkim naszym fanom, którzy mnie wspierają naprawde pozytywnymi komentarzami, jesteście wielkie/cy :*
MOŻECIE ZADAWAĆ PYTANIA BOHATEROM W KOMENTARZACH. 
 To mój dla przypomnienia. ----> https://twitter.com/LizzyKolbricht
Lex ----> https://twitter.com/verosiema
MAM ASKA! ---->http://ask.fm/LizzyKolbricht
To chyba na tyle, miłego czytania i jeśli skończycie zostawcie po sobie komentarz :)
CZYTASZ=KOMENTUJ! 

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Rozdział 29

Oczami Lexi


Zasrana opaska, uwiera mnie.. Co on znowu kąbinuje? A co do Lizzy, hmm.. Nie bedziemy przyjaciółeczkami czy cos w tym stylu, to nawet nie wchodzi w grę, ale to co powiedziała żebyśmy nie rozwalały naszej paczki. Tak na prawde to wszystko było dobrze dopóki ona sie nie pojawiła, ale wiem, ze chłopcy mają dosyć tych wszystkich naszych kłótni, bo nie chodzi o to, ze tylko ja i Lizzy sie żremy, tylko przez to wszystko mam napięte relacje z reszta. Jakies głupie kłótnie z Harrym, oczywiscie Zayn, Liam który zachowuje sie bardzo dziwnie, Lou akurat nic tak samo jak Niall. Horan od samego poczatku jest ze mna i zawsze jak jest mi źle moge do niego zadzwonić i wiem, ze zawsze mnie wysłucha i pomoże.

-  Jeszcze chwila.. - usłyszałam głos Lizzy przed sobą.
- Blagam tylko żadnych żenujących akcji.. - rzuciłam.
- Uwierz mi Lexi, bedziesz bardzo zadowolona.
- Zobaczymy.. - mruknęłam.
Stanęłyśmy i zaczęłam nasłuchwiać. Co chwile słyszałam Liama który rzucał tylko "Cśśś..".- Zdejmij jej opaskę. - do moich uszu doszedł głos Harrego.Tak jak nakazał moj chłopak tak Lizzy zrobiła, rozwiązała mi opaskę, a moim oczom ukazał sie Harry siedzący na ogromnym krześle. Spojrzałam na niego pytajacym wzrokiem, a on sie tylko uśmiechnął i pokazał palcem żebym do niego podeszła, wiec tak tez zrobiłam. Stanęłam przy nim, a on złapał mnie tak, że wylądowałam na jego kolanach.
- Bede dziś jak Święty Mikołaj. - uśmiechnął sie.
- A co pan mi da Mikołaju?
- A była pani grzeczna? - podniósł jedną brew.
- Ja zawsze jestem grzeczna Mikołaju, pan chyba wie to najlepiej. - odparłam uśmiechnięta.
- Mógłbym nad tym polemizować, ale teraz sobie tego oszczędzimy. Mam coś dla pani, panno Lexi Clarke, ale.... - przedłużył.- Ale najpierw musi mnie pani mocno i namiętnie pocałować. - oblizał usta.
Bez zbędnych komentarzy pochyliłam się lekko i dotknęłam swoimi ustami jego ciepłych warg. Nasz pocałunek trwał i trwał, a wszyscy do okoła zaczęli krzyczeć: "Gorzko! Gorzko!" przez co oboje uśmiechnelismy sie podczas dalszego całowania. Po pewnym czasie "odkleiłam" sie od niego i spojrzelismy sobie w oczy.
- No więc? - zapytałam.
- Zamknij oczy i wyciągnij dłoń.
- Juz raz mi wiązali oczy.. - przewrocilam nimi.
- Zamykaj i cicho tam, bo Mikołaj pozniej sam bedzie musiał sie zająć panią. - uśmiechnął sie uwodzicielsko.
- Dobraaa...
Zamknelam oczy i wyciągnęłam dłoń w stronę Harrego, kiedy poczułam, ze kładzie na niej cos zimnego i metalowego.- Otwórz. - usłyszałam Styles.Niepewnie otworzylam jedno oko, a za nim drugie i dostrzegam dwa klocze z małym bryloczkiem.   Spojrzałam na niego zdziwiona a on tylko wzruszył ramionami i sie uśmiechał.
- Co to za klucze? - spytałam.
- Do naszego mieszkania. - uśmiechał sie ponownie, a ja otworzyłam szeroko oczyw.
- Chyba sobie jaja robisz.
- Serio. To klucze do naszego nowego mieszkania, bedziemy cały czas razem. - oplótł rękami moją talię.
-  O Boże.. - spojrzałam jeszcze raz na niego zeby sie upewnić czy to na pewno prawda. -
 Kocham cie. - rzuciłam tylko i mocno go przytylilam, a ludzie zaczęli bić brawo .
- Czyli zgadzasz sie ze mną zamieszkać? - dodał.
- Głupie pytanie w ogóle. - uśmiechnęłam sie szeroko.
- Ale jest jeden warunek.
- Jaki? - zdziwilam sie.
- Nie bedziemy sie kłócić. 
- odparł pocierając kciukiem moj policzek.
- Obiecuje. - pocałowałam go.
Później niewielka kameralna impreza trwała. Ja nie piłam ani nie bawiłam się, ponieważ jestem w żałobie i nie robię tego na pokaz tylko tak strasznie za nią tęsknie... Uh... To strasznie trudne, najbliższa mi osoba odeszła ot tak, a ja się z nią nawet nie pożegnałam..Usiadłam na blacie kuchennym i do kuchni wszedł Niall. Spojrzałam, żeby zobaczyć kto to, a on dostrzegł łzy w moich oczach.
- Ej..Co się stało, nie cieszysz się? - zapytał przytulając mnie.
- Ciesze, bardzo, ale pomyślałam o Holly i sam wiesz. - pociągnęłam nosem.
- Księżniczko nie płacz. - pocałował mnie w czoło i w tym momencie stanął koło nas Harry.
- Co jest? - spytał, podnosząc mi brodę.
- Nic.
- Ta, widzę właśnie. Chodź. - rzucił i wyciągnął do mnie rękę.
Ja bez większego zastanowienia złapałam ją i poszłam za nim. Chłopak pokierował nas do jego pokoju i tam usiedliśmy na dużym łóżku.
- Więc co się stało? - dopytywał.
- Jeju nic się nie stało.. - przewróciłam oczami.
- Lexi błagam cie. - podniósł głos.
 - Nie podoba Ci się to wszystko czy pomyślałaś o Holly?
- Wszystko mi się podoba...
- Więc to drugie. - powiedział ciszej. 
- Dlaczego od jej śmierci ani razu o niej nie rozmawialiśmy? Wiem, że żalisz się Niallowi i rozmawiałaś z Liamem, ale dlaczego nie ze mną? To ja jestem najbliżej i chcę cie wpierać.
- Nie chce ci zatruwać życia.
- Kochanie, ale jak zatruwać życia skoro ja chce właśnie dzielić je z tobą.. - mówił spokojnie.
- Ja sama już nie wiem czy chce o tym mówić czy nie chce..- zatrzymałam się. 
- Lizzy mi dała wizytówkę do psychologa.. - dodałam po chwili. - Wiem, wspominała coś.
- Ale ja nie chcę tam iść, wszystko ze mną dobrze nie jestem przecież jakąś wariatką.
- Lexi chodzi o to, że po prostu nie radzisz sobie sama  z tym wszystkim.
- Znałyśmy się od dziecka.. - zaczęłam nie ciągnąc jego wypowiedzi. - Byłyśmy przy sobie zawsze. w ostatniej klasie podstawowej poznałyśmy Chrisa i Ryana i tak staliśmy się nierozłączni. - wzięłam głęboki wdech. - Od zawsze wiedziałam, że Chris podkochuję się z Holly, ale bawiło mnie to, bo nie wyobrażałam sobie ich razem. Po imprezach jak byli nawaleni sypali ze sobą, ale nic więcej ich nie łączyło. Holly zawsze odwalała, tak samo jak ja.. Zawsze, ale to zawsze byłyśmy te dwie najgorsze, jak coś się stało było od razu na nas, ale my to lubiłyśmy. Pewnego dnia Holl powiedziała mi, że chciałaby się zakochać jak w bajce z Disney'a, a ja oczywiście ją wyśmiałam, ale kiedy ona i Liam się spotkali wiedziałam, że to jest właśnie jej miłość...
- To dlaczego tak go od siebie izolowała? - wtrącił Harry.
- Bała się zakochać.. Bała się, że jak to zrobi to on ją zrani, a ona się załamie. Ona go chciała, bardzo.. Ale strach nie pozwalał jej przebić pewnej bariery, ona od zawsze wszystkich chłopaków traktowała jak kumpli i na żadnego nie patrzyła inaczej. Wszyscy byliśmy jak rodzina. A jak Liam kupił Cygana, Holly się przełamała.. Wtedy jak byliśmy u mnie o ile dobrze pamiętam oni byli na mostku, wtedy chciała mu powiedzieć jakoś tak delikatnie co do niego czuję, uświadomiła sobie, że Liam na prawdę o nią walczy, ale nie dała rady.. Jej ego na to nie pozwoliło, albo po prostu stchórzyła i wiem, że tego żałowała, bo mówiła mi o tym przez kolejne parę dni, aż do... - łzy poleciały ciurkiem po moich policzkach.
- Prosze cie, nie płacz skarbie. - pocałował mnie lekko.
- Tego dnia prawie wszystko straciło dla mnie sens Harry, mój świat się zawalił.. 
- Prawie? Czyli co ma dla ciebie wciąż sens?
- Ty. - odparłam szybko.
Momentalnie przysunął się do mnie, pocałował w czoło. Później stykaliśmy się nimi, a on się uśmiechnął.
- Zabrzmi to chujowo, ale.. Nawet nie wiesz jak bardzo cie kocham, jesteś dla mnie wszystkim, a na myśl, ze mamy razem mieszkać jestem najszczęśliwszym człowiekiem na Ziemi. Okoliczności w jakich się poznaliśmy nie były sprzyjające i później ja też nie byłe zbyt miły, ale ty do uprzejmych też nie należałaś. - zaśmialiśmy się oboje. - Ale wszystko co robiłem, robiłem żeby jakoś zwrócić na siebie uwagę, bo spodobałaś mi się i od tamtej pory jesteś tylko ty i zawsze będziesz. Nie wiem jak mogłaś pomyśleć, że ja i Lizzy. Najgorsze ostatnio było to jak poszłaś się spotkać z Chrisem i tym Ryanem którego nienawidzę. Widziałam jak na ciebie patrzył kiedy po ciebie przyjechałem, od razu miałem ochotę mu zajebać..
- Trochę brakuje mi tych naszych chamskich docinek z początku. - uśmiechnęłam się.
- Było ostroooo. - zaśmiał się. - Ale wtedy kiedy powiedziałaś coś w tylu "twoją ładną twarzyczkę" to było coś..
- Jak ja mogłam tak powiedzieć? - rzuciłam.
- A co, nie jest ładna?
- Nie.. - pokręciłam przecząco głową.
- A już myślałem, że wyrwałem laske za ładną twarz.
- To się pomyliłeś skarbie. - cmoknęłam go w policzek.
 - Ale wyrwałem ostrą laskę za charakter i może tylko, ale tylko tak malutko za twarz. - zaśmiałam się i on również.- A jednak.
- Dobra dosyć tych słodkości frajerze. - powiedziałam sarkastycznie i wstałam z łóżka. - No na co czekasz? Podnieś tą grubą dupę i jazda na dół do gości.
- Lubię cię taką. - stanął momentalnie za mną szepnął mi do ucha.
- Czy pan coś sugeruję panie Styles? I mógłbyś opanować swojego koleżkę z dolnych sfer bo wbija mi się w pośladki.
- Ty tak na niego działasz. - rzucił i potarł swoim przyrodzeniem o mój tył.
- I co my z tym zrobimy? - odwróciłam się do niego twarzą.
- Raczej co ty z nim zrobisz. - puścił mi oczko.
- Czyli chcesz żeby stara wredna Lexi wróciła? - odwróciłam się do niego.
- Tak, ale żeby nieraz i oczywiście tylko dla mnie była bardzo, ale to bardzo miła i kochająca.
- Chyba za dużo wymagasz. - podniosłam jedną brew i dotknęłam dłońmi jego klatki piersiowej.
- Nie zapomnij o sprzęcie w niższych sferach mojego ciała. - zaśmiał się.
- Chyba się za mną stęskniłeś co? Tyle czasu bez bzykania.. - pokręciłam głową.
- Bawi cie to? To był koszmar, miałem chcice na ciebie, szczególnie jak leżałaś w swoich łóżku w majtkach i bluzce, o człowieku..
- Dziś ja na górze. - rzuciłam tylko i popchnęłam go na łóżko.
- I to mi się podoba... - potarł nosem o mój dekolt kiedy usiadłam na nim okrakiem.
Zaczęliśmy się namiętnie całować. Oj tak, brakowało mi tego, nie tylko on za tym tęsknił. Nie uprawialiśmy seksu od śmierci Holly, nie miałam ochoty wtedy w ogóle żyć, a co dopiero jakieś zabawy w łóżku. Tylko dziwię się Harremu, że wytrzymał.Zaczęłam mu rozpinać koszulę, a on wziął się za suwak od sukienki na plecach całując mnie przy tym po czyi.
- Jak zrobisz mi malinki to chyba cie zajebie. - wyszeptałam.
- Zaryzykuję. - odparł po chwili przygryzając mi lekko skórę.
Uniosłam ręce do góry żeby zrzucić z siebie sukienkę i od razu za nią poleciał stanik. Styles położył ręce na moich piersiach i zaczął je lekko masować, jakby się za nimi stęsknił, wręcz się nimi delektował, a mnie to rozbawiło.
- Z czego się cieszysz? - zapytał wciąż trzymając je w dłoniach.
- Weź się w garść Styles, chyba są lepsze rzeczy niż tylko masowanie moich cycek.
Chłopak oderwał od nich ręce i zaczął składać na nich pocałunki, aż dotarł do moich sutków, które przygrywał i ssał, a one pod jego wpływem stawały sie coraz twardsze. Oderwałam jego twarz od mojego biustu i pocałowałam po czym przewrócił nas i teraz to ja leżałam pod nim. Zdjęłam z jego ramion koszulę 
po czym on zrzucił ją na podłogę i to samo stało się ze spodniami. Namiętne pocałunki trwały w nieskończonoość, a moja ręka powędrowała w stronę krocza Stylesa. Zaczepiłam najpierw jednym palcem o gumkę bokserek, aż po chwili ściągnęłam je z bioder Harrego. Chłopak nie zostaw ał mi dłużny. Palcami lekko muskał moją kobiecość. Dochodził już do granicy moich koronkowych stringów, aż tu nagle w drzwiach stanął Zayn i Niall.     

- O kurwa! - krzyknęli oboje w tym samym czasie.
- Czego?! - warknął Harry.
- Przyszliśmy powiedzieć, ze niektórzy już się zbierają i chcieli się pożegnać, ale nigdzie was nie było. - powi
edział Horan.
- Zaraz zejdziemy, jazda stąd. - rzuciłam szybko zakrywając się.
Oni już nic nie powiedzieli tylko szybko zamknęli drzwi, a ja spojrzałam rozbawiona na Harrego. Ten przewrócił tylko oczami i wstał ze mnie po czym zaczął się ubierać. Ja zaczęłam robić to samo i już po chwili byliśmy ogarnięci.
- Przerwać w takim momencie.. - pokręcił głową.
- Nie przeżywaj, nadrobimy to skarbie. - klepnęłam go w tyłek.
- A co ty na to żebyś cie kiedyś związał? - popatrzył na mnie.
- Żebym ja Ci jaj nie związała, nie przeginaj.
- Wróciłaś. - pocałował mnie.
- A to tamta Lexi Ci nie pasowała? - spytałam.
- Pasowała, nawet bardzo, ale momentami już za miło było, zupełnie jak nie ty.
- Dobra koniec tych czułości, goście na was czekają. - ponownie w drzwiach stanął Zayn z obrażoną miną, ale tym razem sam.
- Nie spinaj się tak. - rzucił Harry, a Malik spiorunował go wzrokiem. - No co się tak gapisz? - dodał po chwili.
- Po jajco, idź na dół lepiej. - odwarknął Zayn.
- Obaj się zamknijcie najlepiej. - wtrąciłam.
Oni już nic nie odpowiedzieli tylko całą trójką zeszliśmy i pożegnaliśmy się z ludźmi.

                                                                     *****
                                                  
- Tato szybciej! - zawołałam ojca kiedy razem z Harrym i moją mamą czekaliśmy na niego w salonie. 
- Już idę, idę. - rzucił siadając na kanapie. - No co tam? 
- Rodzice Harrego kupili mu mieszkanie i.. - zacięłam się. 
- I? - dodała mama. 
- I chcemy tam razem zamieszkać. - powiedział stanowczo Styles. 
- O. - zdziwili się oboje. 
- Harry, może i ty jesteś odpowiedzialny, ale Lexi.. - dodała kobieta. 
- Co ja? - oburzyłam się. 
- Ciągle były z tobą problemy, nie chodziłaś do szkoły i wiele innych tego typu rzeczy, po prostu nie chcemy kolejnych problemów. 
- Po prostu daj mi dorosnąć. - odpowiedziałam. 
- Dobrze, skoro tak stawiasz sprawę to proszę bardzo. Tylko proszę, nie wyrabiajcie głupot, ufam wam i mam nadzieję, że sama w końcu dojdziesz co jest odpowiednie a co nie. - mówiła mama. 
- Wiecie, że jak coś to zawsze możecie na nas liczyć. Więc powodzenia i pilnuj się córciu, a ty Harry opiekuj się nią. - uśmiechnął się tata.                                                                          

                                                                           *****



- Łap! - krzyknęłam rzucając poduszkę do Niall'a.

 - Gdzie to? - spytał. 
- Na kanapę. 
- Ej Lexi! - usłyszałam krzyk Harrego z sypialni, więc od razu tam poszłam. 
- Co? - spytałam stojąc w drzwiach, a chłopak siedział na łóżku. 
- Jajco skarbie. - uśmiechnął się, a ja mu pokazałam FUCK YOU. - Z której strony chcesz spać? 
- Z prawej.
- Czyli lewa. 
- Masz jednak coś z głową. - zaśmiałam się.
 - A tak serio, to jak Ci się podoba? - zapytał. 
- Kiedy mówiłeś o mieszkaniu myślałam, ze to na serio będzie mieszkanie, a nie apartament najwyższej klasy. - zaśmiałam się i usiadłam na jego kolanach.
 - No co ja na to poradzę, że rodzice to kupili? Źle? 
- Oczywiście, że nie. - pocałowałam go. - Tylko gorzej będzie ze sprzątaniem. 
- To wynajmiemy gosposie. - rzucił i wzruszył ramionami. 
- Nie. Chcę to robić sama, jak odpowiedzialna kobieta. - powiedziałam a Styles parsknął śmiechem. - Nie śmiej się, jeszcze będziesz chciał jakiś dobry obiadek.
 - No na pewno będę chciał skarbie, ale nie będziesz całymi dniami stała przy garach i sprzątała, ja na to nie pozwolę. 
- Jak pan sobie życzy.


                                                                                *****

Razem z Harrym siedzieliśmy sobie wygodnie na naszej nowej kanapie oglądając telewizję. Oczywiście jak to Styles nie mógł wysiedzieć bez dotknięcia mnie tu i tam "niechcący".
- Chcesz sex to wystarczy powiedzieć kochanie, a nie. - powiedziałam.

- Czytasz w moich myślach. - uśmiechnął się i pocałował namiętnie.
Niestety przerwał nam dzwonek do drzwi. Szybko się poderwałam z miejsca i zobaczyłam, że za drzwiami stai Lizzy i Liam. A to mi nowość. - pomyślałam. Otworzyłam drzwi i uśmiechnęłam się.
- Siemka, wpadliśmy z wizytą. - zaśmiał się chłopak.
- Zapraszam. - rzuciłam.
- Cześć. - odezwała się Lizz.
- No hej. - odparłam i skierowaliśmy się do salony, gdzie siedział Harry.
- O siemanko. - kiwnął głową mój chłopak.
- Mam dobre wino, kto chętny? - powiedziałam patrząc na nich.
- Chyba wszyscy. - uśmiechnęła się nieśmiało Lizzy. - Ładnie się urządziliście.
- Tak na prawdę to wszystko już było jak przyjechaliśmy, ale podoba nam się. - odparł Harry.
- Ej, bo przyszliśmy tu z planem żeby iść może to klubu się trochę rozerwać. - rzucił Liam, kiedy już wróciłam z kieliszkami i winem.
- Weź otwórz. - podałam loczkowi butelkę z korkociągiem. - Gdzie jak coś? - spytałam.
- Tu za rogiem niedaleko chyba jest jakiś o ile dobrze widziałem. - wtrącił Styles.
- Dla mnie spoko. - odpowiedziałam nalewając czerwonego słodkiego wina.
Siedzieliśmy i gadaliśmy w, tak chyba można tak powiedzieć, w miłym towarzystwie. Co mnie bardzo zdziwiło to Lizzy ,gadała od rzeczy, myślałam, że jest pusta a tu proszę. Jeszcze chwile posiedzieliśmy i ruszyliśmy do klubu tak jak planowaliśmy całą czwórką. Doszliśmy w 2 minuty i po chwili siedzieliśmy już w jednej z loży. Drinki szły niesamowicie szybko, a mój chłopak stawał się coraz słabszy.
- Tobie już chyba wystarczy co? - powiedziałam mu do ucha.
- Jeszcze jest dobrze Lex, kontaktuję to najważniejsze. - zaśmiał się i pocałował mnie.
- Nie chcę żebyś się schlał jak świnia.
- Dobrze, nie będę już pił, ale uśmiechnij się trochę dla mnie. - wypowiedział te słowa tak słodko i niewinnie, że od razu jak je usłyszałam kąciki moich ust podniosły się. - Tak lepiej. A teraz muszę iść odlać moi drodzy. - rzucił wstając.
Lekko się zachwiał, więc Liam od razu wziął go za ramie i poszedł razem z nim w kierunku łazienek, a ja zostałam sama z Lizzy.
- Mam zagadać czy lepiej żebym nie próbowała nawet? - zaczęła patrząc na mnie i upiła łyk drinka.
- Nie jestem aż taka zła. - uśmiechnęłam się lekko.
Może to przez alkohol, a może po prostu zaczynam ją... Nie nie powiem chyba tego, dobra.. Może zaczynam ją lubić. Ale bez przesady drodzy państwo.
- Wiem, ale wolę się upewnić. - odpowiedziała uśmiechając się.
- Jeśli ktoś ma do mnie szacunek to ja do niego też, proste. Fakt nasz początek nie był zbyt miły, najpierw robię później robię i jestem tego świadoma, również tego, że chamska, zaborcza i wredna, ale taka już jestem.
- Ale potrafisz być miła, a w szczególności dla Harrego. Widać, że na prawdę go kochasz, więc.. - zacięła się.
- Więc? - dopytałam, ale nie uzyskałam odpowiedzi. - Więc nie wiesz, po co Zayn się wwala tak? - dokończyłam za nią.
- Dokładnie.
- Sama chciałabym to wiedzieć. Fakt przed Harrym był moment z nim, ale jak się szybko zaczęło tak się szybko skończyło i trudno. Mi też jest trudno jak widzę go takiego smutnego, albo wkurwionego już nie wiem co u niego przeważa jak widzi mnie razem z Harry, ale nic na to nie poradzę. Niech sobie znajdzie jakąś, przeleci raz czy dwa i mu przejdzie. - powiedziałam.
- Wydaję mi się, że on po prostu cie kocha.. - dodała niepewnie.
- Nie warto.
- Dlaczego tak uważasz?
- Szczerze? - zapytałam i spojrzałam jej głębiej w oczy.
- Jak najbardziej.- odpowiedziała szybko.
- Nie wiem, po prostu nie wiem. Tak samo nie rozumiem i nie wiem co Harry we mnie widzi. On jest przynajmniej przystojny i w ogóle, a ja.. Taka sobie osóbka chodząca z chęcią rozwalenia wszystkiego co się rusza. - zaśmiałam się sama z siebie.
- I tu się właśnie myślisz. Nie jestem tu za długo, ale przynajmniej 3/4 chłopaków ze szkoły się za tobą ogląda. Jesteś ładna, mądra, śmieszna, wygadana i nie dasz po sobie jeździć.
- Ani po moich bliskich. - dodałam. - Nie wiem po co Ci w ogóle o tym truje, masz na pewno ciekawsze rzeczy niż słuchanie emocjonującego życia Lexi Clarke.
- To co mówisz jest ciekawe i dowiaduję się więcej o tobie i szczerze mówiąc po naszym pierwszym spotkaniu i paru kolejnych w życiu bym nie pomyślała, że teraz będziemy siedziały przy drinku i tak życiowo rozmawiały. Raczej, że w ogóle będziemy rozmawiały. - zaśmiała się, a ja razem z nią. - Chcesz jeszcze jednego? - spytała wstając z miejsca.
- Tak.
Dziewczyna poszła do baru, a ja zastanawiałam się co tamci tak długo nie wracają, ale nie martwiłam się o to  bo Harry był w dobrych rękach, a z jego możliwościami może im to trochę zająć. W pewnym momencie usłyszałam jakieś krzyki i zobaczyłam, że ludzie zaczynają się schodzić koło baru. Momentalnie wstałam i ruszyłam w tamtą stronę, po czym zobaczyłam jak jakaś laska popycha Lizzy. Zupełnie jak Holly. - pomyślałam. Ona też zawsze pakowała się sama w kłopoty.. Od razu zareagowałam. Podeszłam do tej czarnej ziomki i mocno ją odepchnęłam.
- Łapy przy sobie! - krzyknęłam podnosząc Lizz.
- O ty dziwko. - powiedziała czarna.
- Chyba Ci się osoby pojebały koleżanko, nie wiesz z kim zadzierasz. - odpowiedziałam podchodząc do niej.
- Skądś cię kojarzę... - przyjrzała mi się. - Lexi Clarke... - dokończyła z głupim uśmiechem na ustach. - Chyba już bez Holly nie jesteś taka twarda co? - igrała z ogniem.
- Jeszcze jedno słowo.. - rzuciłam przez zęby.
- To co? I tak każdy wie, że wisiała towar i zajebali Ci przyjaciółeczkę. - mówiła, a ja już wtedy nie wytrzymałam.
Od razu przywaliłam jej z pięści prosto w nos z którego po chwili zaczęła lecieć krew, ale czarna się nie przewróciła. Po sekundzie poczułam mocne uderzenie w brzuch, ale nie upadłam tylko twardo stałam walcząc o swoje. Za chwilę moje ręce i nogi zaczęły okładać czarną, aż w końcu wylądowała na podłodze, lecz nawet wtedy udało jej się uderzyć mnie prosto w twarz, ale ucierpiały tylko moje usta. Wtedy granica mojej cierpliwości nie wytrzymała. Wściekłam się. Zaczęłam okładać ją mocnymi uderzeniami, a ona aż łkała z bólu. Wymierzałam już ostatnie uderzenia, ale ktoś złapał mnie za rękę. Odwróciłam się i zobaczyłam za sobą Harrego z przerażoną miną.
- Wystarczy! - krzyknął i podniósł mnie z obitej dziewczyny.
Ale kiedy wstałam nie udało mi się nawet już nic powiedzieć. Zrobiło mi się słabo i straciłam czucie w nogach, a po chwili kontakt ze światem.
Obudziłam się w karetce która szybko pędziła na sygnale. Rozejrzałam się i dostrzegłam Stylesa ze swojej prawej strony.
- Halo, proszę pani. - zaczął mówić do mnie lekarz. - Słyszy mnie pani? - pokiwałam głową na jego pytanie. - Jak się pani czuje?
- Źle.. - powiedziałam cicho.
- Co panią boli? - dopytywał.
- Brzuch i głowa. - odparłam.
Nic więcej lekarz nie zdążył powiedzieć, bo stanęliśmy i zaczęli wynosić mnie na noszach, a Harry wciąż był przy mnie, ale nic się nie odzywał. Po chwili byliśmy już w gabinecie doktora. Po dokładnym prześwietleniu, szybko zawieźli mnie na USG. Lekarz polał mój obolały brzuch przezroczystą mazią i za moment przyłożył do niego urządzenie po czym jeździł po całej długości mojego brzucha.
- Jest pani świadoma swojego stanu? - spytał nagle.
- Nie, a co jest nie tak?
- Piła dziś pani oraz dostała mocne uderzenie w brzuch, ale na szczęście dziecku nic nie jest. - powiedział.
Czas się dla mnie zatrzymał.. Co..Ja, o boże...
- Dziecku..? - zapytał z niedowierzaniem Harry.







Hej, tu Lexi! Przepraszam, że nie dodawałam, ale jutro piszę egzaminy i uczyłam się, a w środę zachorowałam i nie byłam w stanie się nawet podnieść z miejsca, więc sami rozumiecie. Mam nadzieję, że rozdział się spodoba. Tak długo mi z nim zeszło, ponieważ chciałam żeby coś się w nim działo i żeby było jak na Lexi przystało, więc jest to oto.
MOŻECIE ZADAWAĆ PYTANIA BOHATEROM W KOMENTARZACH. 
Lizzy ma Twitter'a! Zapraszam do Followania jej ----> https://twitter.com/LizzyKolbricht
A tutaj mój dla przypomnienia. ----> https://twitter.com/verosiema
!!!!!!!! JEŚLI KTOŚ CHCE BYĆ INFORMOWANY NA TWITTERZE PROSZE W KOMENTARZACH NAPISAĆ SWOJEGO NICKA. !!!!!!!!!! 
To chyba na tyle, miłego czytania i jeśli skończycie zostawcie po sobie komentarz :)
CZYTASZ=KOMENTUJ! 
~ Kocham was! - Lexi <3