środa, 8 maja 2013

Rozdział 31

Siema! Tu Lex. No to jest nowy rozdział, mam nadzieję, że się spodoba. Ten jest trochę dłuższy od poprzednich i sporo się w nim dzieje, ale sami zobaczycie :) Do tej pory w głowie mam jeden komentarz przy którymś rozdziale właśnie o takiej sytuacji, a więc proszę :D Myślałam ostatnio nad zrobieniem filmiku dla was, ale jeszcze zobaczę, wy napiszcie czy chcielibyście żebym nagrała coś w stylu Vloga. Miłego czytania oczywiście życzę, a jak będą jakieś błędy to przepraszam. 
CZYTASZ=KOMENTUJ! jest to szacunek dla nas i motywacja, jeśli piszecie swoje zdanie i w ogóle, więc zachęcam. 
Mój Ask.fm ----> http://ask.fm/verosiema
A tu Lizzy. ----> http://ask.fm/LizzyKolbricht
Możecie nam zadawać pytania w komentarzach. Głównym bohaterkom jak i innym. 
Jeszcze raz miłego czytania i mam nadzieję, że się spodoba. Jak już skończysz to skomentuj <3 
~ Lexi 




Oczami Lexi


Leżałam na łóżku jak sparaliżowana. Byłam obolała i słaba. W jednej chwili ja, moje ciało, umysł i wszystko się zmieniło, przez tą jedną cholerną wiadomość..Jak to możliwe? To znaczy, wiem jak się dzieci robi, ale się zabezpieczaliśmy, to...Boże..co ja powiem rodzicom? Tak się boję.. Wszystko się wali, od śmierci Holly.. po prostu nic się nie układa. Fakt, przeprowadziliśmy się razem z Harrym, ale nie dane nam było się tym nacieszyć, to wszystko dzieje się tak szybko..Za chwilę matura, a ja? Ja będę z bachorem w brzuchu. KURWA! To nie możliwe!
Moje przemyślenia przerwała Lizzy która wparowała do sali z zapełnionymi rękami. Przywiozła mi zapas jedzenia i wszystko czego potrzebowałam. To na prawdę..miłe. Nie spodziewałam się i jestem miło zaskoczona. Zaraz po niej wszedł Liam z resztą, bo chłopcy wcześniej stali i rozmawiali na korytarzu. Co do Harrego..Cóż, kiedy lekarz powiedział, że "dziecku na szczęście nic nie jest", a Harry przerażony wypowiedział słowo "dziecku", myślałam, że nasz świat się zawala. Widziałam to w jego oczach. Wszystko się zjebało, miało być tak dobrze, tak miło. Wszystko zaczynaliśmy od nowa, jako para, prawdziwa z prawdziwego zdarzenia, ale nie było nam to dane.
Po pewnym czasie wszyscy oprócz Harrego pojechali, nawet Zayn który przez cały czas jak tu był wpatrywał się we mnie z niedowierzaniem. Ale dziwicie mu się? bo ja nie.. A wiecie czego najgorzej się boje? Jak ja to powiem rodzicom? To było najgorsze..
- Jak się czujesz? - spytał Styles.
- Przestań Harry.. - odwróciłam głowę w drugą stronę.
Na szczęście nikt nie musiał nas słuchać, bo sale były jednoosobowe.
- O co Ci chodzi? - warknął.
- Po prostu się boje rozumiesz? - z podniesionym głosem i łzami w oczach ponownie odwróciłam się w jego stronę.
- A myślisz, że ja nie? Boję się jak cholera.
- Nie damy rady Harry..M..może zastanowimy się nad aborcją..?
- C-co?! Czy ty siebie kurwa słyszysz? Chcesz zabić nasze dziecko? -miał podniesiony głos.
- To nie jest dziecko! - prawie krzyknęłam. - To jest cholerny embrion który będzie we mnie kurwa rósł!
- Czy ty kuźwa siebie słyszysz co ty pierdolisz? - powiedział przez zęby patrząc na mnie.
- Jak my mamy mieć dziecko skoro sami nimi jesteśmy jeszcze?
- Nie jesteśmy już dziećmi Lexi.. Wyprowadziliśmy się, mieliśmy plany - wymieniał.
- I wszystko się zjebało. - wtrąciłam.
- Też się boję rozumiesz? Musimy powiedzieć o tym rodzicom, a najbardziej się obawiam reakcję moich.
- To nie ty będziesz przez 9 miesięcy nosił w sobie dziecko Harry, tylko ja! W dupie mam co powiedzą twoi rodzice, bo w każdej chwili możesz powiedzieć "pierdolę to" i od nas odejść jak 3/4 facetów. - zdenerwowałam się.
- I ty uważasz, że od ciebie odejdę? Na prawdę tak o mnie sądzisz? - zmarszczył brwi.
- Nie.. - rozpłakałam się. - Jak mogliśmy być tak głupi? Po prostu mam wrażenie, że nie damy rady, że zniszczymy temu dziecku życie, boję się.. - mówiłam szlochając na mój chłopak mocno mnie przytulił siadając na moim łóżku.
- Wiem skarbie... Nie wiem co mam zrobić, ale na pewno żadna skrobanka nie wchodzi w grę.
- Harry... - szepnęłam.
- Nie Lexi, wszystko tylko nie to, to jest chore. Jestem jaki jestem, ale w życiu nie zrobiłbym czegoś takiego tym bardziej naszemu dziecku..
- To nie jest dzi...- nie dokończyłam.
- To jest dziecko Lex, i to nasze.. - przerwał mi mówiąc to.
Już nic nie odpowiedziałam.. Położyłam głowę na dużej białej poduszce i patrzyłam jak kropelka po kropelce leci kroplówka. Styles usiadł przy oknie robiąc coś w telefonie, a ja powoli się uspokajałam. On miał rację.. Jak mogłam powiedzieć, że to nie jest dziecko? Rośnie we mnie nowe życie, mała fasolka którą sami stworzyliśmy, a ja chciałam ją po prostu zabić..ale, mimo wszystko.. tak strasznie się boję, że zniszczymy tej fasolce życie. A co jeśli.. - Nigdy nie myśl "a co jeśli" - rzuciła moja podświadomość. To wszystko dzieję się tak szybko.. W pewnym momencie poczułam jak burczy mi w brzuchu, ale nawet nie chciałam spojrzeć na stolik na którym leżały wszystkie rzeczy, ponieważ Harry przy nim siedział. Jest zły, wiem o tym, ale co mogę zrobić? Ugh... Gdybym go przeprosiła...Ale za co ja mam go do cholery przepraszać? Nic mu nie zrobiłam. Fakt, gadałam głupoty, ale...Taa, jak zwykle jakieś "ale". Tak na prawdę nie mam nic na swoje usprawiedliwienie, chyba, że po prostu mogę skorzystać z tego, że się boję. Spojrzałam w jego stronę, a on siedział wpatrzony w telefon i coś na nim klikał. - Dawaj Lexi.. - mruknął jakiś głos w mojej głowie.
- Chyba fasolka jest trochę głodna. - rzuciłam spoglądając na niego z lekkim uśmiechem.
- Fasolka? - spojrzał na mnie i zaśmiał się.
- Tak, fasolka.. Ale nie tylko ona. - powiedziała, a Styles do mnie podszedł i pocałował w czoło.
- Fasolka jeszcze nie może być głodna kochanie.. - dodał z drwią.
- Wiem, chciałam jakoś rozluźnić atmosferę.
- I wyszło Ci to. - uśmiechnął się. - Dzwoniłem do twoich rodziców jakiś czas temu.. - westchnął przeczesując włosy. - I powiedzieli, że będą jak tylko skończą pracę czyl....
- Czyli będą za chwilę. - szepnęłam tym samym przerywając jego wypowiedź.
- Nie ma co owijać w bawełnę, mamy przejebane, ale musimy im powiedzieć, a jak wyjdziesz ze szpitala będzie czas na moich rodziców..
- Nie dobijaj mnie bardziej.. - przytknęłam rękę do czoła.
- Nie dobijam, po prostu mówię co nas czeka Lex.
Harry, Harry, Harry...jak ty dobrze udajesz. - unosił się głos w mojej głowie i wiecie co? Miał rację. Doskonale widziałam po nim, że tak na prawdę jest chyba bardziej przestraszony ode mnie. Jego mina mówiła "muszę być twardy i pokazać, że jest dobrze choć sam sobie z tym nie radzę". On jest tylko na pozór taki twardy i samo wystarczalny, a tak na prawdę.. słodki, kochający, bojący się chłopak. Taa chłopak, ale czy ojciec? Ale nie ma co tylko o nim, a ja? Szalona, wulgarna, wredna i wpieprzająca się co chwilę w kłopoty dziewczyna ,mam być teraz matką? Ha! A to dobre. "Cześć jestem Lexi Clarke mam 19 lat i jestem matką. Nie ważne, że wcześniej odwalałam co chwilę, ale teraz chce dać mojemu dziecku wszystko co najlepsze." Cholera, ale co ja mam mu dać skoro ja nic nie mam?!
- Cześć skarbie. - usłyszałam kobiecy głos i spojrzałam na drzwi w których stali moi rodzice.
- Cz-cześć.. - odparłam.
- Dzień dobry. - wstał Harry i podał rękę mojemu tacie, po czym z powrotem usiadł na swoje miejsce.
- W coś ty się znowu wpakowała Lex? - dopowiedział mama siadając z drugiej strony łóżka.
- Jeśli przyszliście mi prawić morały to lepiej wyjdźcie.. - warknęłam.
- Lexi.. - spojrzał na mnie Harry.
- Ogh...- westchnęłam. - Była mała bójka w klubie.
- Bójka? Lexi cholera jasna obiecałaś przestań odwalać. - rzucił tata.
- I wciąż dotrzymuję obietnicy, stanęłam w kogoś obronie.
- Kogo? - zdziwiła się mama.
- Lizzy, nowej koleżanki ze szkoły. - wtrącił Hazza.
- Dobra nie ważne.. - odetchnęła kobieta. - Jak się czujesz?
- Dobrze. - odpowiedziałam szybko.
- Nie kłam. - tata przewrócił oczami.
- Ja...- złapałam głęboko powietrze. - Jest źle..
- Coś cię boli? - wzdrygnęła się kobieta.
- Trochę twarz i brzuch.
- Widzę, że masz trochę rozciętą wargę, a brzuch w którym miejscu? - położyła na nim rękę.
- Mamo, zostaw. - rzuciłam szybko spychając jej rękę.
- Co Ci jest Lexi? - zmarszczyła brwi, bacznie mi się przyglądając.
- Musimy państwu o czymś powiedzieć. - powiedział momentalnie Harry, a wszystkie oczy skierowały się w jego stronę.
- Dzień dobry, mam nadzieję, że nie przeszkadzamy. - ponownie ktoś stanął w drzwiach sali.
Odwróciliśmy się w tamtym kierunku i dostrzegliśmy rodziców Stylesa.
- N-nie, zapraszam. - uśmiechnęłam się blado.
- O. - zdziwiła się mama Harrego. - My się jeszcze nie znamy, rodzice Lexi tak? - spytała patrząc na nich.
- Tak, jestem Caroline Clarke, a to mój mąż Steve. - uśmiechnęła się moja rodzicielka.
- Ana Styles i mój mąż Patrick.- odpowiedziała serdecznie Anne.
- Okoliczności są jakie są, ale miło państwa poznać. - dodał mój tata, ściskając rękę ojcu Harrego.
- Nam również. - odparł mężczyzna.
- A ty jak się czujesz kruszynko? - spytała Anne.
- Mamo nie męcz jej.. - dopowiedział zrezygnowany loczek.
- A chcieliście nam coś powiedzieć. - dorzuciła moja mama, a ja w momencie zastygłam.
- To nie jest najlepszy moment. - powiedziałam.
- Lexi, moich rodziców i tak to nie ominie, więc.. - spojrzał na mnie Harry.
- Coś się stało? - spojrzała na nas pani Styles.
- Harry jestem jeszcze za młody na dziadka. - zaśmiał się ojciec Harrego.
- To trudno, jakoś będziesz musiał wytrzymać. - rzuciła od razu mój chłopak, a wszystkim na sali zbledła mina, razem ze mną.
- Lexi...- mama popatrzyła na mnie zdezorientowana.
- Mamo...- głos mi się załamał, a z oczu popłynęły słone łzy. - Sami się dopiero wczoraj dowiedzieliśmy..- zdołałam tyle z siebie wyrzucić.
- Harold masz nam coś dopowiedzenia? - powiedział Patrick.
- Co mam wam powiedzieć? - warknął Harry. - Lexi jest w ciąży i nic już na to nie poradzę.
- Ale mogliście temu zapobiec. - dodała moja mama.
- Wiem. - odparłam głośno. - Przepraszam okej? Nikt z nas tego nie planował uwierzcie nam, to dla nas jest większy szok niż dla was. - ponownie wybuchłam płaczem.
- Lex uspokój się.. - mama potarła ręką moje plecy i cmoknęła mnie w ramię.
- O mój Boże..- westchnęła Anne. - Czy wy się nie zabezpieczaliście? - dodała po chwili.
- Mamo..- rzucił zażenowany loczek.
- Pytam się poważnie Harold.
- Oczywiście, że zabezpieczaliśmy..Dlatego byliśmy tak zaskoczeni, kiedy się o tym dowiedzieliśmy.
- Nigdy nie ma stu procentowej pewności.. - powiedziała pod nosem moja rodzicielka.
- Po prostu nie mogę uwierzyć..- pokręcił głową mój tata i podszedł do okna.
- Tato..
- Nie żadne "tato" Lexi, po prostu nie rozumiem jak mogliście być tak bezmyślni, każdy doskonale wie, że prezerwatywy nie zawsze działają, więc można zabezpieczać się w inny sposób, ale jak widać nic sobie z tego nie zrobiłaś.
- Czyli to wszystko moja wina tak? Co ja wiatropylna jestem?! - podniosłam głos.
- Nie Lex, nie o to mi chodziło. Przynajmniej Harry się zabezpieczał tymi cholernymi gumkami, a ty nie zrobiłaś nic w tym kierunku. - warknął i spojrzał na mnie. - Gdybyś do mnie przyszła lub do mamy i powiedziała, że chcesz iść do ginekologa, czy nawet przyszła tylko po pieniądze to byśmy Ci je dali.
- Skończ Steven. - odezwała się moja matka. - Nie ma co tego roztrząsać.. Co się stało już się nie odstanie. - westchnęła. - Lexi, lekarz powiedział, że jutro już cię wypuszczą, więc proponuję spotkanie się za jakieś 2-3 dni wszyscy razem i normalnie porozmawiamy. - dodała.
- Dobrze..- pokiwałam głową.
- To my..może..już pójdziemy. - wahała się Anne.
- Tak, my też kochanie. - dorzucił mój tata. - Jeśli będzie trzeba po ciebie jutro przyjechać, czy coś to dzwoń.
- Spokojnie, ja po nią przyjadę. - wtrącił Harry.
- To pa. - powiedzieli i wyszli z sali, a ja siedziałam i patrzyłam na minę Harrego.


Oczami Harrego

Siedzieliśmy w ciszy i patrzyliśmy się na siebie. O Boże, co my najlepszego zrobiliśmy... - Dziecko. - usłyszałem sarkastyczny głos w swojej głowie. Ta, super. A Lexi? Była załamana, blada i obolała po bójce. Nie mogę na nią taką patrzeć, bo serce mi pęka. Jest blada i przez jeden dzień zrobiła się jeszcze drobniejsza, może to przez ten strach? Jeśli tak to jej się nie dziwię. Ja też się boję i to jak cholera, nie chcę jej tego pokazać tylko chcę ją wspierać, bo wiem, że tego potrzebuje. Tylko kto będzie wspierał mnie skoro ona jest w tak opłakanym stanie? Chłopaki.. Tak, muszę się dziś z nimi na spokojnie spotkać, rozluźnić się i wtedy pogadamy, dokładnie tego mi dziś trzeba. W pewnym momencie usłyszeliśmy jakieś krzyki na korytarzu, było dość głośno, ale w tym momencie nie za bardzo nas to obchodziło.
- Nie będziemy się teraz do siebie odzywać? - zapytałem.
- Nie, dlaczego? Po prostu potrzebowałam chwili ciszy. - podniosła lekko kąciki ust.
- Głodna byłaś.
- Już mi się odechciało..
- A fasolce? - położyłem rękę na jej kolanie.
- Chyba ona też nie ma już ochoty. - odpowiedziała i delikatnie przeczesała moje loki na czubku głowy. - Wiesz, że już nic nie będzie takie samo? - dodała.
- Wiem Lexi, ale nie myśl teraz o tym. - próbowałem ją uspokoić.
- Jak nie teraz to kiedy?
- Nie mówię, że masz przestać o tym w ogóle myśleć, bo i tak będzie trzeba, ale na tą chwilę daj samej sobie odpocząć.
- Muszę do łazienki.. - złapała się za brzuch.
- Co Ci jest? - przestraszyłem się.
- Niedobrze mi. - szybkimi ruchami ruszyła do toalety, więc od razu za nią poszedłem.
- Idę po kogoś. - rzuciłem i wyszedłem z sali kierując się po jaką pielęgniarkę.
Po chwili już ponownie byłem w sali a pielęgniarka weszła do łazienki, gdzie wciąż była Lexi. Minęło dobre 15 minut zanim obie wyszły. Lex od razu położyła się do łóżka, a kobieta podłączyła jej kolejną kroplówkę, tym razem na odwodnienie.
- Lepiej? - spytałem.
- Nie za bardzo.. - skrzywiła się.
- Hej, nie przeszkadzam? - zza drzwi wyłoniła się Lizzy.
- Nie, wchodź. - odpowiedziałem. - Co tam? - dodałem.
Dziewczyna szybko oddychając wzruszyła ramionami. Widziałem, że była przestraszona? Tak, chyba tak.. Była dziwnie niespokojna i rozglądała się wszędzie żeby tylko nie spojrzeć na nas.
- Przyszła się upewnić czy nic Ci nie zabrakło. - uśmiechnęła się nerwowo w stronę Lex.
- Wszystko mam, dzięki. - odparła moja dziewczyna.
- A z tobą wszystko dobrze? - dopytałem.
- T-tak, jest okej. Lex jakbyś coś potrzebowała to dzwoń, a teraz już wam nie przeszkadzam. - mówiła Lizzy.
- To poczekaj, mogę cię podwieźć do domu, bo ja też się już zbieram.
- O byłoby fajnie. - uśmiechnęła się.
- Jak coś to dzwoń. - powiedziałem do Lexi całując ją. - Jutro po ciebie będę, kocham cie.
- Dobra idźcie już. - lekko się zaśmiała. - Ja ciebie też.
Przesłałem jej jeszcze buziaka i razem z Liz wyszliśmy. Po chwili staliśmy już przy moim samochodzie, gdzie zacząłem szukać kluczyki.
- Kurwa gdzie one...Dobra mam. - pokazałem, uśmiechając się.
- To Go!
Wsiedliśmy do auta i ruszyliśmy w stronę bloku dziewczyny. Na początku była cisza, ale zaraz postanowiłem ją przerwać.
- I jak tam panno Kolbricht? - spojrzałem w jej stronę.
- Wszystko spoko panie Styles, a u pana?
- Nie za dobrze. - przygryzłem lekko usta.
- To banalne, ale będzie dobrze. O ciebie się nie martwię, ale z Lexi chyba nie jest dobrze.
- Wiem..Boję się o nią, ale teraz już nic na to nie poradzę, jakoś damy radę. Musimy. - powiedziałem, mocniej wciskając pedał gazu. - Ej Liz, czy miedzy tobą, a Liamem już do czegoś doszło?
- Zależy co masz na myśli. - lekko się zarumieniła.
- Jakiś seksik czy coś. - zaśmiałem się, a ona za mną.
- Nie. - odpowiedziała szybko.
- Oj, oj, oj.. Liaś coś słabo działa.
- Skończ. - uderzyła mnie lekko w ramię.
- Dobra, już się nie odzywam. - podniosłem jedną rękę w geście poddania, wciąż się uśmiechając.
Po pewnym czasie już staliśmy pod jej kamienicą, pożegnałem się i pojechałem w stronę naszego apartamentu. Wjechałem na parking i po zaledwie minucie otwierałem już drzwi mieszkania. Pierwsze co zrobiłem to nalałem sobie szklankę Pepsi i usiadłem na kanapie, włączając telewizor. Przeskoczyłem parę kanałów i stanąłem na TLC, gdzie leciał program "Porodówka". Przez chwilę patrzyłem jak jakaś murzynka ma skurczę, a tu zaraz taka szybka akcja i już dzieciaka wyjmują.
- Kurwa, nie mogę na to patrzeć. - powiedziałem sam do siebie pod nosem upijając łyk napoju.
Przełączyłem dalej i zostawiłem na MTV, gdzie leciała jakaś muzyka. Wyjąłem telefon z kieszeni i
wykręciłem numer Louisa. Dwa sygnały i odebrał.
- Co tam tatuśku? - rzucił.
- Morda.. - warknąłem. - Idziemy dziś do jakiegoś klubu? Muszę odsapnąć.
- Nie musisz mnie dwa razy prosić. - zaśmiał się. - Dobra, to dzwonie w takim razie do chłopaków i przyjedziemy do ciebie.
- To o której będziecie? - spytałem.
- O 20 powinniśmy być. - odpowiedział, a ja spojrzałem na zegarek na lewej ręce który wskazywał 18:03.
- Dobra, to czekam, jak coś to dzwoń. Narazie.
- Narka. - pożegnał się.
Nie czekając ani chwili, zostawiając włączony telewizor, poszedłem pod prysznic. Zajęło mi to 10 minut, po czym poszedłem się ubrać. Standardowo, czarne rurki, biała bluzka i do tego białe Converse'y.
Następnie wróciłem do łazienki i zacząłem suszyć włosy, umyłem zęby i psiuknąłem się moimi ulubionymi perfumami "Angel". Po wszystkim ponownie usiadłem przed telewizorem, gdzie przełączyłem na wiadomości i akurat kończyli mówić: "aresztowano pielęgniarkę". A, że mnie to w ogóle nie interesowało, znowu przełączyłem na kanał muzyczny. Przeszkodził mi telefon, dzwonił Lou:
- No co tam? - rzuciłem.
- Dzwoniłem do Liama, a ona powiedział, że nie idzie bo ma już plany.
- Ciekawe jakie. - zaśmiałem się.
- Czyżbyś nawiązywał do Lizzy. - zapytał.
- To oczywiste. Ej dobra, nie to nie, a reszta idzie.
- Tak, niedługo będziemy. To nara.
Już nie odpowiedziałem tylko się rozłączyłem i odłożyłem telefon na stolik. Czas szybko leciał, zdążyłem zadzwonić jeszcze do Lexi i spytać jak się czuję. Na szczęście powiedziała, że już nie wymiotuje i jest trochę
lepiej, przynajmniej o było pocieszające. Uprzedziłem ją, że wychodzę z chłopakami, a ona lekko się zaśmiała i powiedziała żeby to wyjście nie skończyło się tak jak to sprzed dwóch dni. Jeszcze chwilę bezczynnie posiedziałem, po czym przyszli chłopcy. Usiedli na chwilę, ale nie na długo, ponieważ zaraz wyszliśmy do klubu całą czwórką. Przedostaliśmy się przez ludzi i doszliśmy do baru w którym zamówiliśmy po kolejce. Pierwszy kieliszek, drugi, siódmy...
- O kurwa. - Niall złapał się za głowę. - Ale się najebałem. - zaczął się śmiać.
- Ja też, a muszę iść się odlać. - dodał Zayn.
Ja siedziałem uśmiechając się sam do siebie, odwróciłem się przodem do ludzi którzy tańczyli na parkiecie i patrzyłem. W pewnym momencie mignęła mi jakaś ładna blondynka, chyba ona też mnie zobaczyła, bo
uśmiechnęła się i zaczęła iść w moim kierunku. Mówiłem, że ładna? Sorry tylko z daleka, z bliska wygląda jak lalka barbie, ale chuj do czegoś się przyda...Chyba sami wiecie. Nie odzywając się do chłopaków wstałem z miejsca podchodząc jeszcze bliżej blondynki.
- Cześć przystojniaczku. - przejechała palcem po mojej klatce piersiowej.
- Koleżanka chętna? - podniosłem jedną brew.
Oj słabo z tobą Harry, ledwo się trzymasz na nogach. - mówił głos w mojej najebanej głowie.
- Hm.. Zależy na co. - zaśmiała się i myślała, że uwodzicielsko, ale bardziej jej to wyszło jak rechot konia.
- Lodzik? - uśmiechnąłem się.
Ale jestem najebany......
- No przekonałeś mnie słodziutki. Chodźmy. - szarpnęła mnie momentalnie za rękę, kiedy zorientowałem się, że otwiera drzwi do męskiego kibla.
Dziewczyna chyba lubi dominować, bo przyparła mnie od razu do ściany i wcisnęła i swój jęzor do buzi. Jakiś ziomek akurat mył ręce i chyba na nas patrzył, ale nie zwracaliśmy na to uwagi. Nim się obejrzałem, stałem w kabinie, a ona klęczała na wysokości mojego krocza. Nawet na nią nie patrzyłem, bo nieraz
alkohol nie pomaga, jak laska ma ryj jak gówno, więc wolałem nie ryzykować. Rozpięła pasek spodni i ściągnęła je razem z bokserkami aż do moich kolan. Poczułem jak ściska mojego penisa w ręce, po czym zacisnęła na nim usta. Ssała i ssała, a ja czułem, że niedługo nadejdzie ten moment.
- O kurwa... - westchnąłem i położyłem rękę na jej włosa, zaciskając je.
Było dobrze, jeszcze chwila, jeszcze i ooooo. BUM. Spuściłem się jej do buzi, a ona to od razu połknęła. Wyuczona suczka. - pomyślałem. Podciągnąłem majtki i spodnie po czym zacząłem się siłować z tym pieprzonym paskiem którego za chuja nie mogłem zapiąć. Po chwili dałem radę i wyszedłem z kabiny, na szczęście nikogo nie było w łazience. Odwróciłem się żeby zobaczyć blondi, ale zauważyłem tylko zamykające się już drzwi do łazienki. Oparłem się o blat i spojrzałem w lustro, po czym zimną wodą przemyłem sobie twarz i ponownie spojrzałem w swoje odbicie. Było dobrze, ale nie tak dobrze jak z....Lexi. O KURWA! Co ja narobiłem?! Ja pierdole! Zdradziłem ją! Jak oparzony odskoczyłem od umywalki, a serce zaczęło mi bić jak oszalałe. Jak ja mogłem to zrobić? O w dupę, ona nie może się o tym dowiedzieć...



                                                            *****************

Oczami Lexi


Obudziłam się około 7, ponieważ zaczął się obchód. Przyszła do mnie pielęgniarka, dała jakieś witaminy, śniadanie i poinformowała, że przyjdzie za jakąś godzinkę wyjąć mi wenflon. Zjadłam jedną bułkę z masłem i połknęła przyniesione przez nią leki. Minęła godzina i do salo wtargnęła ponownie pielęgniarka z małym wózeczkiem. Myślałam, że wkładanie wenflonu jest nieprzyjemne, ale wyjmowanie go jest jeszcze gorsze. Niemalże po chwili zrobił mi się duży siniak na zgięciu przedramienia. Przyłożyłam do niego wacik i spokojnie leżałam aż krew przestanie lecieć. Spojrzałam na zegar który wisiał na ścianie, była 8:11. Powolnym ruchem wstałam z łóżka i podeszłam do obszernego okna, słońce pięknie rozświetlało ulicę. - Jeju Lexi, co ty taka słodka i kochająca naturę się zrobiłaś? - mówiła ironicznie moja podświadomość. Nie czekając na nic, wzięłam torbę z rzeczami które Harry mi wczoraj przywiózł i poszłam się ogarnąć do łazienki. Weszłam pod prysznic, zaliczyłam poranną toaletę.
Ubrałam się w czarne leginsy, dłuższą białą
bluzkę zakrywającą tyłek, na to bluzę 79th koloru zielonego, a na koniec białe nike air force za kostkę. Ta, teraz było dobrze, tak się czuję najlepiej. Zadowolona nie myśląc o niczym wróciłam do łóżka. Wzięłam telefon do ręki i zaczęłam grać w jakieś gierki i inne bzdury. Tak minęły kolejne 2 godziny. Chwilę później lekarz wszedł do mojej sali i poprosił mnie na chwilę do swojego gabinetu. Szybko się tam skierowałam po czym dostałam wypis ze szpitala. Jak wróciłam zobaczyłam Chrisa który siedzi koło mojego łóżka.
- Siema, co ty tutaj robisz? - od razu się zapytałam.
- Ja też się cieszę, że cie widzę. - zaśmiał się i wstał żeby mnie przytulić.
- Sorry, po prostu nie spodziewała się ciebie tutaj. A teraz czekam na Harrego, bo już mogę wracać do domu.
- Właśnie Harry.. - spojrzał w podłogę.
- Co jest? - spytałam siadając na łóżku, a on usiadł koło mnie.
- Był wczoraj w klubie?
- Tak. - odpowiedziałam szybko.
- Tak myślałem. - pokręcił głową.
- Chris co się stało no? - popędziłam go.
- Też tam wczoraj byłem, poszedłem z takimi dziewczynami. Widziałem Harrego jak siedział przy barze z tymi swoimi kolegami i później poszedłem do łazienki zrobić siku, a kiedy myłem ręce.. - zaciął się.
- "Kiedy myłeś ręce" to co? - przedrzeźniałam go.
- Padł do męskiego kibla z jakąś dziewczyną. - rzucił na jednym wdechu.
Otworzyłam szeroko oczy i nie wiedziałam co powiedzieć.
- On mnie chyba nie poznał, z resztą był zalany tak, że masakra no i weszli do kabiny i jeszcze chwilę poczekałem, ale jak usłyszałem, że zaczyna stękać to odechciało mi się.. - dopowiedział wzdychając.
- Chyba sobie jaja robisz. - powiedziałam z niedowierzaniem.
- Sorry mała.. Wiem, że kabluję, ale nie pozwolę żebyś przez kogoś cierpiała, albo żeby cię okłamywał wiesz o tym. - potarł ręką moje ramie, a ja w momencie wpadłam mu w ramiona, a z moich oczu poleciały łzy.
- Co za skurwiel...- szepnęłam.
- Lex nie płacz.
- Jaka ja byłam głupia.- złapałam się za głowę i "odczepiłam" od Chrisa. - Jeszcze pozwoliłam mu tam iść, a ten pieprzony złamas poszedł zaliczać jakieś panienki. Kurwa! - prawie krzyknęłam ze złości. - On chciał rodzinę zakładać, mówił jak to damy sobie radę, boże idiotko, a ty w to wszystko wierzyłaś.. - mówiłam bardziej do siebie niż do niego.
- Rodzinę? Mała ty masz dopiero 19 lat, zluzuj trochę.
- Chris ja jestem w ciąży.. - popatrzyłam na niego zapłakana, a on zamarł.
- Co ty pierdolisz. - rzucił.
- Była ta bójka. - zaczęłam.
- No to wiem, a-ale..- jąkał się.
- Jak mnie tu przywieźli to wzięli na USG i wyszło, że mam w sobie małą fasolkę.
- O w dupę... - zakrył ręką usta. - A on... - przerwał widząc moją reakcję.
Spuściłam głowę a łzy zaczęły lecieć ciurkiem po moich policzkach. Jak on mógł mi to zrobić? Tyle obietnic i to wszystko.. Nie miałam podstaw żeby w to wątpić. Chris zawsze mówił mi prawdę, nawet kiedy była gorsza od kłamstwa. Taki jest prawdziwy przyjaciel.
- Chcę jechać do domu. - szlochnęłam.
- Do niego?
- Tylko po rzeczy, jak tak się bawimy to ja kończę tą pierdoloną zabawę.. - otarłam łzy.
- Moja dziewczynka. - pocałował mnie w czoło.
- Przytul mnie. - rzuciłam, a chłopak od razu to zrobił. - Bardzo go kocham..
- Lexi, ale on cię zdradził.
- Wiem! - warknęłam. - Ale to tak boli..
- Chodź, jedziemy.
Bez zbędnych pogaduszek zebrałam swoje rzeczy i ruszyliśmy w stronę wyjścia. Już po chwili siedzieliśmy w aucie Smitch'a i jechaliśmy w stronę nasz...jego mieszkania. Kiedy już stanęliśmy przez nim kazałam Chrisowi zostać w samochodzie i sama czym prędzej pobiegłam na górę. Zaczęłam pukać i dzwonić do drzwi, ale nic. Po chwili wyjęłam swoje klucze i otworzyłam drzwi z hukiem, zrobiłam krok w przód i zamknęłam je za sobą i dopiero zorientowałam się, że przede mną stoi Harry i pociera oczy.
- Co ty tu..- zaczął, ale nie dane było my skończyć.
- Ty skurwielu! Nienawidzę cie rozumiesz?!
- Ej spokojnie, o co Ci chodzi?
- Jeszcze się głupio pytasz.. - zaśmiałam się ironicznie. - Jak się wczoraj bawiłeś co? Dobrze było?
- Tak, siedzieliśmy przy barze..- ponownie mu przerwałam.
- Chuja a nie przy barze! Fajnie było zabawić się w łazience?! - krzyknęłam, a jego zamurowało.
- Lexi..
- Zamknij się.
- Lex, kurwa błagam..
- Zamknij tą mordę! Wiem wszystko! Co do minuty wiem wszystko. Przyznaj się, nie miałeś zamiaru mi o tym powiedzieć prawda?
- Sam nie wiem co chciałem zrobić, zrozum, że.. - nie wiedział co powiedzieć.
- Że co?! - warknęłam. - Że jakaś laska zrobiła Ci loda w klubie, a twoja dziewczyna leżała w szpitalu. Co za ironia kurwa.
- Proszę cie porozmawiajmy jak ludzie. - rzucił.
- Właśnie rozmawiamy. Z tobą tylko tak można to robić, a z resztą nie mamy chyba o czym.
- Jak to nie mamy, kurwa Lexi prze...- nie dokończył.
- Co Lexi?! Przestań robić ze mnie jakąś idiotkę. Wiem co robiłeś, w chuja ze mną lecisz czy co?! Zdradziłeś mnie! Na prawdę, mogłam się wiele spodziewać, ale nie tego..tym bardziej teraz.. - z moich oczu ponownie popłynęły słone łzy.
- Proszę cię skarbie.
- Oj przestań..- machnęłam ręką. - Nie dam sobie rozumiesz? Nie pozwolę żeby ktoś mnie tak traktował.
Nigdy..
- Lexi błagam cię... - patrzył na mnie przerażony.
- Ale o co ty mnie człowieku błagasz? Chcesz się tłumaczyć? Nie ma z czego, byłeś pijany i wiem o tym. Ale jeśli tak się zachowujesz po alkoholu to go kurwa nie pij!
- Przepraszam..
Prychnęłam pod nosem i omijając go skierowałam się do naszej byłej już sypialni, skąd wzięłam swoje rzeczy, a później poszłam do garderoby bo ubrania które mi się tylko zmieściły do torby. Po resztę przyjdę później. - pomyślałam. Ponownie wróciłam do salonu biorąc z niej moją niebieską bluzę, która leżała tam od kilku dni. Harry momentalnie wstał i patrzył na mnie.
- Nie wychodź stąd proszę cie.
- Skończ już. Nigdy nie myślałam, że przydarzy mi się taka sytuacja a tu proszę, film na żywo.
- Kurwa Lexi błagam cie, zostań w domu.
- Obstawiam, że niedługo się zobaczymy, przyjdę po resztę rzeczy.
- Nie wypuszczę cie. - rzucił.
- Nie kompromituj się Harry.- pokręciłam głową. - Oby nie do zobaczenia. - powiedziałam, rzuciłam mu kluczę i szybko wyszłam, trzaskając za sobą drzwiami.

31 komentarzy:

  1. Koooooocham <3 Super rozdział :3

    OdpowiedzUsuń
  2. proszę was zróbcie tak żeby Lizzy była z Zaynem:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to nie jest koncert życzeń... ~ Lexi

      Usuń
  3. Jak Harry mógł zdradzić Lexi ;o
    A rozdział jest świetny! ;) Ciekawe co będzie dalej, a więc czekam na kolejny rozdział ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Liam i Lizzy słabo. Niech Lizzy będzie szczęśliwa z Zaynen!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie chcę nic mówić, ale z tego się robi taka telenowela XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Telenowelą jest twoje życie gdy stary rżnie Cię w nocy, a rano wpierdala tosta z nutellą i patrzy się na twoje płaskie cyce jak w reklamie Nutelli. Pozdrawiam nasze fanki. Eldżi :*

      Usuń
    2. A mogę wiedzieć dlaczego? To nie jest jakaś "moda na sukces", więc nie rozumiem co jest dla ciebie nie zrozumiałe skoro uważasz, ze tutaj każdy z każdym i w ogóle. Proste i logiczne, Lizzy kręci z Liamem, a Lexi była z Harry, ale niestety się zepsuło, więc nie rozumiem twojego komentarza. Jeśli tak uważasz to przynajmniej napisz co potwierdza to co napisałaś, bo nie wiem jak mam to odebrać. Czy hejt, czy co, bo raczej nie jest to krytyka ani wyrażanie swojej opinii :)~ Lexi

      Usuń
  6. świetny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  7. O nie! Haroldzie, co ty zrobiłeś! Jak on mógł zdradzić Lex? Miejmy nadzieję, że Lexi nie straci dziecka, ani nic z tego stresu :) A tak btw to rozdział genialny:* Kocham to opowiadanie:**

    OdpowiedzUsuń
  8. NIEEEEEEEEEEEE!!!!!!!!!!!! LEXI MUSI BYĆ Z HAZZĄ!!!
    sUPER ROZDZIAŁ !! ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Superowy rozdział !! :)

    OdpowiedzUsuń
  10. wspaniały <3 już chcę kolejny ! nie mogę się doczekać !

    OdpowiedzUsuń
  11. O KURWA! Nie no ja nie mogę! Genialny rozdział! AAAA JAKA AKCJA! <3
    Czekam na następny! xxx

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie spodziewałam się takiego obrotu spraw! Jestem ciekawa czy Lexi wybaczy Harry'emu ;o
    Ten rozdział podoba mi się o wiele bardziej. Emocje i wgl. oby tak dalej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję bardzo i cieszy mnie, że się podoba :)~ Lex

      Usuń
  13. tu mnie zaskoczyłaś ! :) rozdział świetny mam nadzieje ze sie pogodą :) czekam na następny:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Jeju jakie zaskoczenie nie mało że długi to jeszcze jakie emocje kocham waszego bloga <3

    OdpowiedzUsuń
  15. o ja pierdole. *.* hahahahaha i ta akcja w kiblu, mistrzostwo :D Lizzy, dodawaj szybko <3 jestę ciekawa dalszej akcji ;*

    OdpowiedzUsuń
  16. o zesz kurwa jego mac!!!!!!!!!!! boski !!!! ej ale nie rozwalaja zwiazku lexi i harrego oni razem sa zajebisci !!! ;d i ak wiem ze tego nie zrobisz;*** to czekamy na lizzy teraz ;]

    OdpowiedzUsuń
  17. ŁOJACIEŻPIERDOLĘ *__* KOCHAM CIĘ, KOCHAM CIĘ, KOCHAM CIĘ, KOCHAM CIĘ<3 Nie mogę się doczekać rozdziału z Lizzy :D Coś z Liamem? :DD

    OdpowiedzUsuń
  18. Witaj,
    jeśli interesuje Cię pisanie "na poważnie", chcesz doskonalić swój warsztat, być może wydać swoją pierwszą książkę zap­raszam ser­decznie do dołącze­nia do Klu­bu Młodych Pi­sarzy lub Klu­bu Kreatyw­ne­go Pi­sa­nia. Więcej in­for­mac­ji tu­taj: http://www.literaryartinstitute.com/

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  19. awwww. czekam z niecierpliwością na następną cześć <33

    OdpowiedzUsuń
  20. Proszę niech Lex będzie z Harrym oni do siebie pasują!A Lizz z Liamem

    OdpowiedzUsuń
  21. Wspaniały :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Kiedy nowy? To juz prawie 2 tygodnie. :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piszę, dodam pewnie jutro. Proszę byście mnie zrozumieli i Lexi, bo trwa koniec roku, my wybieramy w tym roku liceum, każda z nas stara się by dostać się do szkoły i klasy pierwszego wyboru. Bądźcie ludźmi i zrozumcie, że chwilowo, takie obsuwy rozdziałowe to normalka. Ale pamiętamy o blogu i kochamy was wszystkich - czyli nasze Czytelniczki i naszych Czytelników. Pozdrawiam Eldżi :*

      Usuń
  23. OMG jaki cudiwny rozdzial !! Nie moge sie doczekac nastepnego. Naprawde swietny;))

    OdpowiedzUsuń
  24. Jak Harry mógł zdradzić ;O Jestem w szoku ;O
    A rozdział jak najbardziej mi sie podoba <3
    Jestes genialna i masz ogrom talentu :)
    NOMINUJĘ CIĘ DO LIEBSTER AWARD.
    Więcej informacji znajdziesz w zakładce "Liebster Award"

    OdpowiedzUsuń
  25. ja to pierdole, nosz ja to przeżywam, jakby w realu, kurwa... Harry się kurwa w FOCH-y będzie bawił, nosz nie...a co do Lizzy, ona się "daje" Liam'owi, ale ona jest taką pocieszką, ja bym się tak nie dawała, bo on jej nie kocha, tylko kocha Holly.

    OdpowiedzUsuń